Señor Ehuehue - takiego piwa z kawą jeszcze nie było!


Temat łączenia piwa z kawą jest już polskim rzemieślnikom dobrze znany. Style takie jak Coffee Stout czy Coffee Pale Ale obecnie nikogo nie dziwią, a wręcz zdobywają coraz szersze grono odbiorców. To właśnie poprzez Coffee Stouta można łatwo przekonać różne osoby, by spróbowały innych rzemieślniczych piw. Przyjemnie pachnący kawą, pełny, esencjonalny styl z - co najważniejsze - drobną nutą słodyczy. Może spodobać się każdemu - niekoniecznie tylko płci pięknej. To jedna strona medalu, o której dzisiaj piszę. Drugą jest rosnąca popularność kaw speciality - wypalanych rzemieślniczo, z pasją i przez ludzi, dla których to właśnie kawa jest najważniejszym napojem życia. Muszę przyznać, że sam dość mocno wkręciłem się w tę tematykę, choć kawowa sensoryka wciąż jest dla mnie ciężkim orzechem do zgryzienia. Czerwone owoce, śliwki, orzechy, toffi, czekolada - to tylko kilka z nut smakowych jakich można doszukiwać się w różnych rodzajach kawy. Ale co tak naprawdę ma to wspólnego z piwem? Może się wydawać, że niewiele - a jednak! 


Browar Kingpin jest w mojej opinii jednym z niewielu na obecną chwilę browarów, który eksperymenty z dodawaniem kawy do piwa rozwinął w niespotykany wcześniej sposób. Zaczęło się od współpracy z palarnią kawy Praską i pierwszej w Polsce kawy leżakowanej w beczkach po bourbonie. Wpierw były to ziarna Brazylii Cerrado, z kolei przy drugim podejściu Kenii Masai (oba mieliśmy okazję testować). Na domiar szczęścia później leżakowane ziarna trafiły m.in. do imperialnej wersji Turbo Geezera, co jeszcze bardziej podkreśliło jego ciemny i drapieżny charakter. Jednak największe wrażenie zrobiło na mnie piwo, którego miałem okazji spróbować na 6 edycji Beer Geek Madness. Señor Ehuehue przygotowany przez browar specjalnie na tę edycję powstał poprzez połączenie Milkshake Double IPA z coldbrew kawy Gwatemala Huehuetenango. Gdy tylko pierwsze butelki pojawiły się na rynku, sięgnąłem po jedną z nich, a w wyszukiwarce internetowej zacząłem szukać ziaren wspomnianej Gwatemali. Dostępne były tylko z palarni Coffeebox, dlatego nie zwlekałem dłużej i zamówiłem małą paczkę.



Co to w ogóle jest coldbrew? To tak naprawdę "parzenie" kawy na zimno. Zapożyczając przepis z Coffeedesk.pl - wystarczy 70 gram średnio-grubo zmielonej kawy zalać 1 l czystej, przefiltrowanej zimnej wody i pozostawić w lodówce na około 9-10 godzin. Później należy przefiltrować całość np. przez dripper i można cieszyć się orzeźwiającym napojem z kawy. Oczywiście każdy ma własny sposób na uzyskanie idealnego coldbrew, natomiast ja oparłem się na wspomnianym przed chwilą przepisie. Jaki był efekt? Muszę przyznać, że to było jedno z lepszych coldbrew jakie udało mi się przygotować. Wprawdzie ciągle zdobywam doświadczenie w tym temacie, ale wrażenia smakowe zrobiły na mnie duże wrażenie. Udało mi się uzyskać delikatny aromat z dużym akcentem czerwonych owoców, w smaku wyraźne nuty orzechów, mlecznej czekolady oraz owocowo-słodkawą nutę, którą uzupełniało poczucie "pełni" coldbrew. Nie pojawiła się jakakolwiek kwaśność ani gorycz, co jeszcze bardziej pozwoliło skupić się na owocowo-czekoladowym smaku. 


Czy tak przygotowane coldbrew może mieć jakikolwiek wpływ na smak piwa? Przelewając Señor Ehuehue do szkła od razu poczułem cytrusowo-chmielowy aromat, który utrzymywał się przez dłuższą chwilę. Pomimo wyboru shakera, aromat prezentował się bardzo bogato - głównie rządziły nuty chmielowe, które gdzieś w tle uzupełniała charakterystyczna kawowa nuta. Z kolei w smaku piwo było zdecydowanie słodkawe, pełne i gładkie. Przyjemna tekstura porównywalna z milkshakiem była świetnym podkładem dla cytrusowo-owocowych nut uzupełnianych przez słodycz, która dla mnie była najbliższa charakterowi cafe latte. Dzięki słodyczy oraz rześkości wprowadzanej przez chmielowo-cytrusowe nuty piwo okazało się bardzo sesyjne i bardzo szybko zniknęło ze szkła. 


W mojej ocenie Gwatemala Huehuetenango w postaci coldbrew delikatnie "podbiła" owocowe nuty wnoszone przez chmiel. Czekoladowo-orzechowa nuta kawy najprawdopodobniej schowała się za laktozową słodyczą, ale równocześnie nadała jej więcej charakteru. Całość okazała się naprawdę przyjemna i z czystym sumieniem mogę polecić to piwo. Jeśli jesteście fanami dobrej kawy i tylko gdzieś zauważycie Señor Ehuehue - sięgnijcie po niego bez chwili zastanowienia. A równocześnie spróbujcie zrobić w domu swoje własne coldbrew. Niekoniecznie z ziaren Gwatemali Huehuetenango, choć myślę że warto zamówić małą paczkę i porównać smaki piwa i kawy. 

Ekipo Kingpina, znowu to zrobiliście! Czekam na kolejne eksperymenty z kawą! ;)



0 komentarze:

Prześlij komentarz