Beer Geek Madness 6


Szósta edycja Beer Geek Madness za nami! W tym roku hasłem przewodnim było Intense, a w Zaklętych Rewirach zagościły hiszpańskie klimaty. Miałem okazję, po trzech latach przerwy, sprawdzić jakie zmiany zaszły na festiwalu i czy piwne szaleństwo na liczniku Beer Geek Madness wciąż wskazuje 100%.

Podobnie jak w poprzednich latach, festiwal został zorganizowany w formule "płacisz raz, degustujesz ile chcesz", co pozwoliło uczestnikom na wygodę i prawie całkowitą rezygnację z obrotu pieniędzmi przy stoiskach browarów. Prawie, bo gotówka była potrzebna jeśli chcieliśmy spróbować cydrów lub zjeść co nieco z foodtrucków ustawionych w zewnętrznej strefie. Tutaj kolejki nie ustępowały ani na chwilę i do samego końca imprezy przy stoiskach z jedzeniem kręcili się głodni beer geecy. Trzeba przyznać, że poziom oferowanych dań, jak na warunki "polowe" był bardzo dobry. W przerwie od próbowania kolejnych piw, miałem okazję spróbować pizzy "Zdaję się na was" i omleta mięsno-jajecznego i muszę przyznać, że obie porcje mocno postawiły mnie na nogi. Zarówno smakiem jak i obfitością jedzenia na talerzu. 


W przeciwieństwie do poprzednich edycji, na Beer Geek Madness Intense pojawiło się mniej dodatkowych atrakcji, a skupiono się głównie na temacie piwa.  A tego z roku na rok przybywa! Na tej edycji pojawiło się aż 30 polskich browarów, z których każdy przywiózł ze sobą dwa piwa - jedno topowe i jedno premierowe. Do tego wystarczy doliczyć piwa z hiszpańskich browarów i już spokojnie na liście pojawiało się około 100 pozycji.. Myślę, że mało komu udało się spróbować wszystkiego. 

Spośród innych dodatkowych elementów - największe rozczarowania przyniósł roast blogerów. I tutaj pełen szacunek dla Wojtka Frączyka, który przez prawie godzinę próbował utrzymać to wszystko w ryzach. Blogerzy jak to blogerzy, byli już trochę zbyt znieczuleni i poza paroma chwilami śmiechu, większość wypowiedzi nie prezentowała zbyt wysokiego poziomu. Idąc za opinią Jurka z JerryBrewery - liczę, że kolejnym razem będzie szansa lepiej się przygotować, bo myślę że w każdym z nam drzemie ogromny potencjał. A tu niestety trochę go zmarnowaliśmy.

Podczas roastu blogerów piwo szeroko lało się ze sceny.
Porównując całość z poprzednimi latami - z pewnością było nieco luźniej, uczestnicy mieli mniejsze ciśnienie na spróbowanie wszystkiego, a kolejki obecne przez większość czasu przy stoiskach szły dość prężnie. Około północy przy niektórych stoiskach było na tyle luźno, że można było sobie pozwolić na dłuższą rozmowę z piwowarem. Jak dla mnie plus! Szkoda tylko, że było tak mało miejsc do siedzenia i po dłuższym krążeniu po kilku salach, ciężko było sobie odpocząć. Z drugiej strony - zawsze zostawała podłoga ;)

Wysoki poziom prezentowanych piw to z pewnością jedna z rzeczy, dzięki której na długo zapamiętam tę edycję Beer Geek Madness. Spośród wszystkich premierowych piw,  moją szczególną uwagę przyciągnęły m.in.: African Pombe z Absztyfikanta - które kojarzyło się z mieszanką ziemistości i mocno ziołowych przypraw; Blada Marija z Piwowarowni - najbardziej pomidorowe piwo w historii, z lekką nutą pikantności w tle smakowało wyśmienicie; Hacjenda z Czterech Ścian - cytrusowo-fenolowego Farmhouse Ale idealnie wpasowane w ramy stylu; Senor Ehuehue z Kingpina - kojarzące mi się z mocno słodką cafe latte, z jednoczesną chmielową kontrą na finiszu; Odlot z Piekarni Piwa - wytrawne, popiołowe i mocno tonkowe; Sangira Gose z Nepomucena - bardzo soczyste i przypominające świeży sok z pomarańczy; KwasiMadness z Beer Brosa - istna esencja z czerwonej pomarańczy, również bardzo soczyste; Działkowiec z Zakładowego - przypominający brzoskwiniową tartę z mocno miąższową nutą; Sangriale z Pinty - truskawkowo-porzeczkowa mieszanka przypominająca delikatne wino; a także Hopsberi z Probusa, Wyblinkowe ze Spółdzielczego oraz GuacamAle z Kazimierza. Nie udało mi się spróbować wszystkich piw, a szczególnie żałuję dwóch, które zajęły kolejno pierwsze i drugie miejsce w głosowaniu Beer Geek Choice, czyli Tropical RIS z Widawy i Thai Sour Coconut Ale z Piwoteki. Jak już wcześniej wspomniałem - ilość piw była przytłaczająca, ale wszystkie trzymały wysoki poziom. 

Od lewej: Cztery Ściany - Hacjenda, Brokreacja - CorrIPA,
Kingpin - Senor Ehuehue, Nepomucen - Jose
Od lewej: Kazimierz - GuacamAle, Zakładowy - Wujek z Ameryki,
Beer Bros - KwasiMadness, Deer Bear - Beer Geek Tart
Od lewej: Pinta - Sangriale, Zakładowy - Działkowiec,
AleBrowar - Johnny Intense, Probus - Hopsberi

Na sam koniec muszę jeszcze wspomnieć o eksperymencie prezentowanym w strefie cydrów. Peanut Butter Milkshake Cider stworzony pod marką Cydr Pełnia robił duże wrażenie. Gładka struktura, świetne ciało, do tego kwaskowy i wytrawnych charakter jabłek, a całość uzupełniona przez słonawy akcent masła orzechowego. Muszę przyznać, że był wyśmienity i liczę, że na rynku z czasem pojawi się więcej Milkshake Cider. Nie muszą być z masłem orzechowym ;)


Liczę, że za rok uda mi się pojawić na kolejnej edycji Beer Geek Madness. Już teraz jestem ciekawy głównego tematu, a póki co pozostaje mi podziękować za świetną zabawę i naprawdę intensywne przeżycia podczas BGM 6 Intense! Dzięki Daniel!






















0 komentarze:

Prześlij komentarz