Silesia Beer Fest - edycja IV


IV edycja Silesia Beer Fest już za nami. W tym roku bawiliśmy się przez dwa dni, co było wyraźną zmianą w stosunku do ubiegłych lat. Organizatorzy zrezygnowali z "leniwej" niedzieli, co spodobało się wystawcom, ale było też widoczne poprzez dużą frekwencję gości w piątkowy i sobotni wieczór. Zeszłoroczne pogłoski o planach przeniesienia festiwalu bliżej centrum Katowic nie potwierdziły się i po raz kolejny Silesia Beer Fest zagościła we wnętrzach Galerii Szyb Wilson.


Wśród browarów zarysowało się już stałe grono, które pojawiło się na festiwalu kolejny raz z rzędu. Jak zwykle dopisały śląskie browary takie jak Reden, Hajer, Recraft, Brewera czy Piekarnia Piwa. Po raz pierwszy na festiwalu pojawił się browar Alternatywa i sądząc po nieustającej kolejce do stoiska, ekipa z Rudy Śląskiej nie ma powodów do niezadowolenia. Wśród browarów spoza Śląska po raz kolejny pojawiły się m.in. Szpunt, Piwowarownia, Golem, Brokreacja, Dukla, a także Deer Bear, który zgarnął nagrodę publiczności za najlepszą premierę festiwalu i zajmie się przygotowaniem piwa festiwalowego na kolejną edycję Silesii. Debiutantami byli z kolei: Maryensztadt, Dziki Wschód, Browar Za Miastem, Profesja czy Warsztat Piwowarski.

Nowością w programie festiwalu były dwa panele dyskusyjne, które przyciągnęły dużą publikę. Jeden z nich miałem okazję poprowadzić osobiście i razem z Mateuszem z Brokreacji, Szymonem z Beer Brosa oraz Arturem z Golema podyskutować na temat obecnej sytuacji i przyszłości polskiego piwa rzemieślniczego. Rozmawialiśmy o piwach z dodatkami, o eksperymentach, aromatach i o wyścigu na najbardziej gorzkie piwo. Kolejny panel, w ramach którego blogerzy dyskutowali o  świecie piwa rzemieślniczego prowadził Paweł z Piwnego Klubu - nagranie możecie znaleźć [tutaj].

Panel dyskusyjny z blogerami.
Wśród piw próbowanych na tej edycji Silesia Beer Fest w szczególności muszę wymienić: Silesiana - festiwalowe Hazy Summer Ale uwarzone przez Piekarnię Piwa - przyjemnie owocowe i mocno sesyjne; Apricot Gose z Fourpure, które lało się z kija na stoisku Browariatu - świetne, lekkie, rześkie Gose z wyraźnym akcentem moreli; Mientosa - Witbiera z miętą, efekt kooperacji browaru Reden i Hołdy Chmielu - o świetnym smaku będącym połączeniem pszenicy, lekkiej nuty kolendry oraz akcentu Mentosów; DDH Pale Ale z Brew by Number oraz Juicebox z Fourpure - oba piwa w wersjach puszkowych - jedno będące esencją owoców tropikalnych i chmielowości, drugie będące idealnym przykładem cytrusowego IPA; Szombierki z Redena - przyjemniego palonego i wytrwanego FESa; Rajzę do Kalifornii przepuszczoną przez prowizorycznego Randalla, która powalała cytrusowo-grejpfrutowym smakiem, a także aMoreLove z Alternatywy - czyli słodziutkiego Milkshake'a z morelami - bardzo sesyjnego i delikatnego w smaku. Spośród innych ciekawostek miałem okazję spróbować także świetnego, wytrawnego cydru ze Smykana - Jupiter - stworzonego w oparciu o tylko jedną odmianę i charakteryzującego się mocnym gruszkowym akcentem, a także [tutaj odrobina autoreklamy] Trojki, czyli polsko-rumuńsko-bułgarskiego Saisona z dodatkiem granatu, stworzonego w kooperacji Szpunta, Three Happy Brewers oraz Ah! Craft Beer Project, który okazał się bardzo stylowym i przyjemnym piwem. Przy okazji premiery Trojki, festiwal odwiedzili nasi goście z Rumunii i Bułgarii i od raz poczuli się tutaj jak w domu ;)

Drugiego dnia festiwalu na kranach Białej Małpy pojawiła się Frelka - nasze kooperacyjne piwo z browarem Absztyfikant. Jak Hazy Ale z Cascarą smakowało po ponad dwóch miesiącach od premiery? Wciąż lekkie i mocno owocowe, nie straciło ani odrobiny ze swojej świeżości. Szkoda że to już jedna z ostatnich beczek :(

Fourpure - Apricot Gose
Reden/Hołda Chmielu - Mientos
BBNo - DDH Pale Ale
Fourpure - Juicebox
Hajer - Rajza do Kalifornii
Alternatywa - aMoreLove
Smykan - Jupiter
Szpunt/Three Happy Brewers/Ah! - Trojka
W kwestii bolączek jakie dotknęły tą edycję festiwalu trzeba śmiało podkreślić zbyt małą ilość toalet i brak informacji o dodatkowych na zewnątrz. Ciężko jest wpłynąć na zwiększenie ich liczby wewnątrz budynku Galerii, ale niestety o wystawionych na zewnątrz Toikach wiedziało zbyt mało osób, przez co wewnątrz tworzyły się ogromne kolejki. O kwestii porządku w toaletach lepiej już nie wspominać, ale rozumiem - może nie było do tego wyznaczonej żadnej osoby. Szkoda też że nie pojawiło się więcej food trucków. Wprawdzie te, które były obecne, oferowały wysoki poziom (pasza od Curry Point była znakomita), niemniej w sobotę około 22 miałem do wyboru już tylko kiełbasy od Walentego Kani (również polecam) lub frytki belgijskie, co trzeba przyznać nie było jakimś bogactwem. Cieszy za to duża ilość odwiedzających festiwal oraz zróżnicowanie w programie wydarzeń towarzyszących - liczę, że w przyszłym roku uda się dodać jeszcze parę ciekawych elementów. 

Rzeczą która wciąż najbardziej podoba mi się w Silesia Beer Fest, jest kameralność festiwalu. To zawsze okazja do spotkań i wielu ciekawych rozmów ze znajomymi, piwowarami i nie tylko, dlatego liczę, że w przyszłym roku spotkamy na kolejnej edycji. Wprawdzie to cały rok czekania, ale coś czuję że zleci bardzo szybko. Do zobaczenia!

P.S. Pozdrowienia dla Katowickiego Projektu Piwnego!






Michałocepcja w katalogu festiwalowym.










Prelekcja Tomka Gebela z Piwnych Podróży.





A taki otwieracz macie? ;)
Frelka na kranie na stoisku Białej Małpy.







0 komentarze:

Prześlij komentarz