Browar Absztyfikant - Zośka


Łukasza Szynkiewicza - głównego piwowara i człowieka od wszystkiego w Browarze Absztyfikant - nie trzeba nikomu przedstawiać. Tak samo jak Zosi - piwa w stylu Grodziskie, które zdobyło I miejsce w swojej kategorii na konkursie dla piwowarów domowych Birofilia 2014. Początkiem 2015 roku Łukasz przełożył swoją recepturę na większe gary i razem z Olimpem wypuścił na rynek komercyjną wersję Grodziskiego pod nazwą Sophia. W końcu przyszła pora na Grodziskie z autorskiego projektu rzemieślniczego Łukasza - Zośkę.

Absztyfikant oficjalnie wystartował w ostatnich dniach 2016 roku i od tego czasu, co chwilę zaskakuje nowym premierowym piwem. Po różnych interpretacjach stylów takich jak APA czy IPA, koniecznością było pojawienie się na rynku tego, co Łukasz potrafi najlepiej. Tym razem oprócz klasycznej wersji Grodziskiego pojawiła się również druga - chmielona na zimno dużą dawką amerykańskich chmieli. Butelki obu wersji ściągałem z Gdańska tak szybko jak tylko się dało i wykorzystując ostatnie dni jesiennej pogody, zabrałem na wycieczkę na Babią Górę. Dlaczego akurat tam? Bo właśnie na Babiej Górze trzy lata temu, przy wschodzie słońca miałem okazję po raz pierwszy spróbować Grodziskiego od Łukasza - link tutaj.


Z Chrzanowa wystartowałem już o 5 rano, by godzinę później znaleźć się na MDA w Krakowie. Chwila na przesiadkę i już siedziałem w nieustannie telepiącym się busie do Zawoi. Dwugodzinna podróż minęła w większości na drzemce i przygotowaniu sił do nadchodzącej wspinaczki. W kwestii szlaku poszedłem na łatwiznę i wybrałem ten najprostszy - prowadzący od Zawoi Markowej, przez Schronisko na Markowych Szczawinach i przełęcz Brona. Pokonanie różnicy 1000 m w pionie zajęło mi około 2,5 godziny z krótkimi przerwami przy schronisku i na przełęczy. Na szczycie czekała na mnie podwójna nagroda. A można powiedzieć, że nawet potrójna. Nie dość, że pogoda dopisywała przez cały czas, a słońce miło grzało w twarz, to jeszcze widoki były nie do opisania. No i oczywiście - dwa piwa niesione całą drogę w plecaku. Na szczycie smakowały jak nigdy dotąd!


Zośka charakteryzowała się wyrazistym aromatem wędzonki kojarzącej się z ogniskiem. W smaku wyraźnie lekka, z zaznaczoną słodową nutą oraz przyjemnym musowaniem na języku. Całość świetnie zbalansowana - lekki charakter piwa pszenicznego łączący się z wyrazistymi akcentami wędzonki. Po długiej trasie z plecakiem zniknęło ze szkła w parę minut. 


Mniejsze wrażenie zrobiła na mnie American Zośka - w aromacie pojawiały się akcenty chmielowe, lekko żywiczne, które później przechodziły w aromat klasycznego Grodziskiego. Moim głównym skojarzeniem dotyczącym smaku była Nachmielona uzupełniona o wędzony charakter. Sesyjne i lekkie, ale połączenie z amerykańskimi chmielami przekonało mnie jedynie w 80% ;)

W mojej ocenie rzemieślnicza warka Zośki utrzymała wysoki poziom domowej warki Zosi sprzed 3 lat. Muszę przyznać, że w większości smakowała mi dokładnie tak samo jak przy wschodzie słońca w jeden z lipcowych poranków 2014 roku. Aż ożyły wspomnienia! 










0 komentarze:

Prześlij komentarz