Warszawski Festiwal Piwa 2017 - edycja jesienna


Siódma edycja Warszawskiego Festiwalu Piwa za nami. Po dwóch edycjach przerwy powróciłem na Stadion Legii by po raz kolejny spotkać się z ogromną liczbą znajomych i spróbować wielu ciekawych premier. Tym razem było jednak nieco inaczej - miałem okazję uczestniczyć w festiwalu w podwójnej roli - z jednej strony jako bloger, z drugiej jako nowy nabytek Browaru Szpunt. Razem z ekipą ze Zduńskiej Woli dzielnie uwijałem się do późnych godzin nocnych, polewając premierowe piwa, których na stoisku Szpunta znalazło się aż 5! Był to też pierwszy festiwal, na którym nie czułem gorączki premier i potrzeby pogodni za nowościami. Dzięki temu było więcej czasu na rozmowy, dzielenie się spostrzeżeniami na temat świata craftu, a także swobodne krążenie między stoiskami i próbowanie nie tylko nowości, ale też piw z regularnych linii wielu browarów.


Patrząc z perspektywy blogera - warszawski festiwal niewiele się zmienił w ciągu ostatnich edycji. Wyrównany poziom piw, odpowiednie zaplecze gastronomiczne, a także bogaty program dodatkowych wydarzeń - wszystko było dokładnie zaplanowane i zapewnione. Z perspektywy wystawcy - zatarła się nieco granica między II a III piętrem festiwalu, co widać było po frekwencji przy stoiskach Brokreacji, Spirifera, Golema, Radugi i Szpunta, którzy wystawiali się na wyższym piętrze. Wiele osób szukało nieznanych sobie dotąd smaków, wiele szukało również czegoś lekkiego i rześkiego. Mocne i imperialne piwa zaczęło nieco schodzić na boczny tor, ale także znajdywały swoich amatorów.


Zagraniczna oferta była na tej edycji nieco uboższa - oprócz piw polewanych na podwójnym stoisku Mikkellera i stoisku włoskiego browaru Crak, próżno było szukać jakichkolwiek innych wystawców spoza granic Polski. Mimo to bogactwo oferty polskich browarów chwilami przyprawiało o zawrót głowy. Wśród najciekawszych piw śmiało mogę wyróżnić Sour Shower z Golema, które swoją kwaśnością pobudzało do życia o późnej porze; Shaker od Czterech Ścian z pięknym, owocowym rześkim aromatem i mocno jagodowym smakiem; Kamikaze Kiwi z Brokreacji, o którym krążyły pogłoski że pachnie gumowymi rękawiczkami, a które tak naprawdę przyjemnie pachniało kiwi; Deserellę z browaru Palatum - piwo przypominające deser jogurtowo-malinowy; a także Hazy Dreamer, czyli kooperację browarów Rockmill i Deer Bear, które było przyjemnym miksem chmielowo-cytrusowego smaku oraz wyrazistej kwaśności. Duże wrażenie swoją sesyjnością zrobiła na mnie Ostoja Chaosu w wydaniu Harpaganów - lekki, przyprawowy Blond z kwiatowo-słodkawą nutą; z kolei Kuracja Szamana, czyli Grodziskie z papryczkami Chipotle uwodziło bogatą wędzoną nutą, doskonałym balansem i przyjemnym pieczeniem na finiszu. Wśród "dzikusów" szczególnie urzekł mnie Brettoniusz - cydr na dzikich drożdżach, który był mocno kwaskowy, skórkowy i wyrazisty w smaku. Chciałbym również wyróżnić Pożegnanie Korporacji Whisky BA, w którym już teraz wyraźnie było czuć dużo akcentów drewna beczki, czekolady oraz wanilii, a które jest piwem z ogromnym potencjałem na przyszłość.

Od lewej: Cztery Ściany - Shaker, Brokreacja - Kamikaze Kiwi,
Palatum - Deserella, Zakładowy - Pracownik Miesiąca Wrzesień 
Od lewej: Rockmill / Deer Bear - Hazy Dreamer, Harpagan / Podgórz - Skowyt Traktorzysty
Spirifer - 8 Liga Mistrzów, Golem - Sour Shower
Od lewej: Harpagan - Ostoja Chaosu, Harpagan - Kuracja Szamana,
AleBrowar / Pinta - B-Day 5.0 Fiesta Madziar, Trzech Kumpli - Pan IPAni ze skórką pomarańczy
Piwowarownia - Pożegnanie Korporacji Whisky BA
Duży potencjał do leżakowania okazał się mieć B-Day 2.0, czyli Przewrót Mleczny, którego butelkę odkopaliśmy w naszej piwnicy i którą razem z Bartkiem i Michałem z AleBrowaru oficjalnie otworzyliśmy na festiwalu. Po 3 latach od momentu uwarzenia, piwo nie ujawniało żadnych oznak infekcji, za to zyskało większą pełnię i utrzymało czekoladowo-kawowy aromat i smak. 


Duże podziękowania dla wszystkich za liczne spotkania i rozmowy na Warszawskim Festiwalu Piwa, a także dla ekipy Szpunta za chrzest bojowy i możliwość współpracy z browarem. Coś czuję, że teraz moje wizyty na festiwalach będą jeszcze częstsze ;)
































1 komentarze:

  1. Zazdraszczam :) ja niestety znowu nie dałem rady dotrzeć... Może za rok :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń