Gose - po prostu słone piwo

Gose jest jednym z tych stylów, na którego dźwięk nazwy zazwyczaj dostaję gęsiej skórki, a portfel zaczyna nerwowo dygotać w kieszeni spodni. Na naszym krajowym rynku pojawia się ono nieczęsto i zazwyczaj w bardzo reglamentowanych ilościach. A czym jest Gose? Krótko mówiąc - słonym piwem. To piwo pszeniczne, które warzone jest z dodatkiem bakterii kwasu mlekowego oraz doprawiane kolendrą i solą. Na początku swojej historii było warzone metodą fermentacji spontanicznej, jednak obecnie browary dodają do brzeczki własne szczepy drożdży górnej fermentacji. Czasem przy warzeniu w zasypie ląduje także owies, jednak podstawą piwa jest słód pszeniczny. Do przyprawienia używa się kolendry i soli, a chmiel ma nadać jedynie niezbyt intensywną goryczkę. Miejscem narodzin Gose jest miejscowość Goslar, przez którą przepływa rzeka Gose, od której wzięła się nazwa piwa. Z kolei Lipsk był miejscem święcenia największych sukcesów i zdobycia największej popularności przez ten styl piwa.

Korzystając z pojawienia się na rynku dwóch wariacji na temat stylu Gose - postanowiłem zainwestować i zdegustować oba piwa. Pierwszym z nich było Highway 128 Gose z amerykańskiego browaru Anderson Valley, drugim była kooperacja włoskiego Brewfista oraz holenderskiego De Molena - w tym przypadku Beautiful & Strange Gose było doprawione skórką pomarańczy bergamotki oraz gorzkiej pomarańczy.  

Chociaż z drugiej strony ktoś może stwierdzić - zaraz, zaraz - ale po co warzyć słone piwo? Przecież to musi być niedobre. No cóż...Czytajcie.

Highway 128 Gose
4,2% alk.

W aromacie bardzo przyjemne akcenty cytrusów, wyraźnej dzikości oraz lekko morskie, słone elementy. Barwa słomkowo-złota, okraszona bogatą jasną pianą. W smaku... pyszności. Wyrazista kwaśność, do tego nuta cytrusowa oraz lekki akcent chmielu i bardzo delikatna nuta soli. Mimo faktu, że piwo było słone, jednocześnie było ekstremalnie lekkie i pijalne. Puszka 0,33 l, w której sprzedawane jest to piwo została opróżniona dosłownie w chwilę.


Beautiful & Strange Gose
3,7% alk.

Aromat bardzo lekki i przyjemny - nuty cytrusowe oraz lekko herbaciane. Słabe akcenty soli. Barwa jasna, słomkowo-złota z zerową pianą. W smaku również bardzo przyjemne - lekka kwaśność, trochę większa pełnia niż w poprzednim piwie. Do tego akcenty herbaciano-pomarańczowe oraz słonawy finisz. Może nie było aż tak rewelacyjne, jak to z Anderson Valley, ale ze szkła zniknęło równie szybko.
Gose powoli staje się jednym z moich ulubionych ekstremalnych stylów, z niecierpliwością czekać na kolejne piwa w tym stylu. A może w końcu pora pojechać do Niemiec i napić się ze źródła? Dajcie znać, co sądzicie o Gose.




1 komentarze:

  1. American Gose niewiele ma wspólnego z historycznym Goslerer Gose.
    Lipskie Gose to też współczesna wariacja, tylko bardziej niemiecka.

    OdpowiedzUsuń