BeerWeek Festival 2


BeerWeek Festival to jeden z krakowskich festiwali piwnych, który dość śmiało walczy o miano tego najważniejszego. W miniony weekend w klubie Fabryka na Zabłociu miała miejsce druga i ostatnia w tym miejscu edycja festiwalu. W przyszłym roku na teren klubu wchodzą maszyny budowlane i rozpoczyna się operacja przemiany terenów fabrycznych w tereny mieszkaniowe. Pozostaje tylko rozmyślać dokąd przeniesie się 3 edycja BeerWeeku. Wracając jednak do meritum - z racji ograniczeń czasowych festiwal odwiedziłem tylko w piątek - było dużo ciekawych piw, nie było tłoku, ale było też kilka minusów.


Zacznijmy od tego co udało się średnio lub nie udało się w ogóle. Po pierwsze - strefa gastronomii. Pod względem smakowym nie mam nic do zarzucenia, burgery od Red Beef Burger były bardzo przyzwoite, ale niestety strefie gastro zaszkodziła pogoda. Deszcz spadający nieustannie na odwiedzających festiwal zmuszał do pozostania pod dachem Fabryki i tylko jednostki pojawiały się na zewnątrz, choć z czasem sytuacja powoli ulegała poprawie. Minusem był przeciekający namiot, który pierwotnie miał chronić przed słońcem, ale w trakcie deszczu przeciekał ograniczając liczbę miejsc siedzących. 

Tu należy przejść do drugiego po pogodzie minusu imprezy - liczba ławeczek i innych siedzisk w stosunku do poprzedniej imprezy zmalała, co było dość widoczne. Całe szczęście w piątek na imprezie nie pojawiło się zbyt wiele osób (zapewne przez pogodę), stąd ze znalezieniem miejsca siedzącego nie było jeszcze problemu - a przynajmniej do 21:00. Później zaczęło się robić coraz gęściej. Mała liczba osób dla mnie przemieniła się w duży plus - impreza zyskała kameralny charakter, było dużo czasu na rozmowy i spokojne przechadzanie się z piwem - zamiast przepychania się i czekania w długich kolejkach. Z minusów można wymienić jeszcze tylko dwie rzeczy: ciągłe wywalanie korków w toaletach, przez co trzeba było z nich korzystać w kompletnej ciemności oraz zbyt niska temperatura piwa - o ile Strefa Piwa lub Kingpin potrafili na swoich stoiskach nalać piwo w odpowiedniej temperaturze, o tyle już Multi Qlti lub Bar festiwalowy polewali piwa wręcz zmrożone, co szczególnie szkodziło np. Imperial Stoutowi z Browaru Birbant. 

Jeśli chodzi o plusy - po pierwsze - kameralność imprezy, która zaczęła powoli zyskiwać swój charakter, po drugie - duża ilość ciekawych premier mimo małej ilości stoisk, po trzecie - aż trzy rodzaje szkła festiwalowego, które mimo że drogie i podobne do poprzedniej edycji, umożliwiały swobodne wybranie swojego ulubionego. Dużym plusem było też wiele znanych twarzy, które pojawił się w Fabryce, a dla łasuchów - najciekawszym punktem programu były lody piwne od SiGela, których smak można było wybierać spośród: Hadesa, Salvadora czy znanego już smaku IPA.


Strefa premier piwnych była na tej edycji BeerWeeku wyjątkowo rozwinięta - prawie na każdym stoisku można było znaleźć perełkę, która debiutowała tego weekendu. Najpopularniejszymi piwami były najprawdopodobniej leżakowane w beczkach Imperial Stouty od Birbanta - do nich wrócę jednak za chwilę. Na pierwszy strzał wziąłem piwo festiwalowe Smash Citra uwarzone przez Brokreację - w aromacie lekko ziołowe i żywiczne, co jakiś czas dawało akcenty kanalizy, ale nie było to zbyt przeszkadzające. W smaku lekkie, z lekką goryczką i wyraźnym cytrusem stanowiło dobry wstęp do kolejnych piw. Jako drugie próbowałem Ucho od śledzia, czyli Foreign Extra Stouta z dodatkiem śledzi z Browaru Pioteka - w aromacie było bardzo wyraźnie palone, czekoladowe i kawowe, w smaku z kolei było bardzo kremowe, gładkie i z wyraźną palonością - śledzia czułem jedynie jako słony akcent na finiszu, ale nie jestem pewien czy to nie autosugestia. Mimo to - wyśmienite piwo. Czarny Roman, czyli Oatmeal Stout z porzeczką od Bazyliszka w aromacie przypominał rodzynki w czekoladzie i był bardzo wyraźnie porzeczkowy, z kolei w smaku paloność mieszała się z cierpkością i kwaśnością porzeczki - również bardzo dobre piwo. Saison z dodatkiem mango z Piwnego Podziemia w aromacie oferował lekkie owocowe i przyprawowe akcenty z główną nutą melona. Z kolei w smaku melon wiódł prym, do tego należy dodać jeszcze lekką słodycz i kwaśność, co czyniło to piwo bardzo pijalnym. Wild Charon z malinami z Browaru Olimp w aromacie był wyraźnie malinowy oraz lekko słodowy, mało było dzikości. W smaku pojawiały się przyjemne akcenty biszkoptowe, malinowe, a całość smakowała jak malinowy pudding - piwo lekkie i trochę wodniste, ale dla mnie świetne jako deser! Z innych piw swoimi smakami urzekły mnie jeszcze Morelyn Monroe z Hopium - bardzo przyjemne, morelowe IPA oraz Rusałka, czyli Grodziskie z Tattooed Beer - w aromacie lekkie i wyraźnie wędzone, w smaku słodowe, wędzone i ze słodkawym finiszem.


Czarny Roman z Browaru Bazyliszek
Hitem dnia były dwa Imperial Stouty z Browaru Birbant - pierwszy leżakowany w beczce po Boubronie pojawił się na kraniu już o 16:00. W aromacie pojawiały się akcenty beczki, drewna, lekkie akcenty kokosu, a całość przypominała aromat unoszący się z butelki Bourbonu. W smaku bardzo wyraźnie dawał o sobie znać kokos, lekki akcent dębu oraz lekka, ale nieprzeszkadzająca alkoholowość. Co było minusem to małe uczucie pełni i lekka wodnistość. Finisz był lekko alkoholowy i rozgrzewający. Drugi - leżakowy w beczce po Rumie wskoczył na kran około 19:00. W aromacie pojawiały się wyraźne czerwone owoce, porzeczka oraz śliwka, a także lekki alkohol, W smaku z kolei piwo przypominało owocowe pralinki - wyraźne akcenty czekolady, rumu, czerwonej porzeczki oraz wiśni. Finisz podobnie jak w poprzednim piwie był lekko alkoholowy i brakowało także pełni. Niemniej były to bardzo ciekawe piwa i na pewno zasługujące na pochwałę. 



W okolicach 21:00 zwinąłem się z terenu festiwalu i na tym zakończył się mój udział w drugiej edycji BeerWeeku. Myślę, że impreza ma swój potencjał i z czasem będzie się coraz bardziej rozwijać - pozostaje tylko czekać na informację o nowej lokalizacji i być może połączenie sił z organizatorami Krakowskiego Festiwalu Piwa.


















0 komentarze:

Prześlij komentarz