AleBrowar - John Cherry


Pamiętacie jeszcze tego szarmanckiego dżentelmena? John Cherry, czyli najprawdopodobniej pierwsze polskie piwo w stylu Sour Ale. W ostatnich miesiącach na piwowarskim rynku pojawił się wysyp takich piw - zaczynając od pierwszych kwaśnych piw z Browaru Bazyliszek, poprzez Kwas Alfa, Beta i Gamma z Pinty, Jam Session z Artezana czy najnowsze piwo z Profesji w postaci Rzeźnika. Niecały rok temu nie było tak rajsko i wielbiciele kwasów musieli ratować swoje kubki smakowe produktami zza granicy. Całe szczęście trend powoli się zmienia i można spróbować coraz więcej sour'ów rodzimej produkcji. Co do dobrej jakości niektórych można mieć wątpliwości, a swoistego rodzaju polska ikona stylu jeszcze nie powstała, ale niektóre z browarów są na dobrej drodze w swoich próbach, by zacząć tworzyć światowej klasy Sour Ale.

Gdy John Cherry pojawił się na rynku, kupiliśmy od razu tyle zapasu ile tylko się dało. Później pojawiły się informacje o zwiększonej aktywności drożdży wewnątrz butelek oraz o wielu przypadkach granatów, stąd dużą ilość John'a skonsumowaliśmy zaraz po tamtych doniesieniach. Całe szczęście - dwie butelki zachowaliśmy na później. Przez prawie cały rok przeleżały w lodówce i ostatnio przyszła pora na jedną z nich. Drugą - pozostawimy na wieczne zapomnienie i zmienimy jej lokację na jakiś ciemny kąt w piwnicy. Co warto podkreślić - piwo ma datę przydatności do 1 października 2015, czyli nadal jest w terminie. Nie mogliśmy sobie odpuścić spotkania z Johnem głównie ze względu na wszech panujące upały, a mówiąc szczerze - było warto.


Wpierw czekała nas krótka walka z otwarciem butelki - trochę piany upłynęło na trawnik zanim zdołaliśmy opanować temperament John'a, ale nie były to duże straty. Po otwarciu w okolicy zaczął się unosić aromat świeżych wiśni oraz przyjemnej pestkowości. Po przelaniu do szkła piana, wpierw bujna, nieregularna i z dużymi pęcherzykami, z czasem zaczęła redukować się do zera.

W aromacie pojawiła się przyjemna kwaśność, wyraźne wiśnie oraz wcześniej wspomniana pestkowość. Z kolei w smaku... tu się zaczęło dziać! Najbardziej zauważalna była zwiększona kwaśność, ale nie taka kojarząca się z zepsuciem, a ta charakterystyczna dla Sour Ales. Później pojawiały się akcenty owoców wiśni, które mimo upływu czasu zachowały swoją intensywność. Na języku można było wyczuć wyraźną cierpkość i wytrawność piwa, która świetnie współgrała z kwaśnością. Finisz był już bardzo pestkowy i z wyjątkowym akcentem wiśniowej skórki, pozostawiającej na języku charakterystyczny, cierpki akcent. 

Wystarczyło na chwilę zapomnieć o Johnie Cherry'm i już nabrał niezłego temperamentu. Po takim czasie piwo nadał było bardzo orzeźwiające, nie przejawiało żadnego objawu zepsucia, a jeszcze dodatkowo nabrało charakteru. Oczekiwana wobec drugiej zachowanej u nas butelki znacząco wzrosły - mamy nadzieję, że za jakiś czas to piwo dosłownie urwie nam to i owo. A póki co - gratulacje dla AleBrowaru - wasz John starzejąc się zachował w sobie dużo młodości


John Cherry
Cherry Sour Ale
16% ekstrakt. 6,5 % alk.

Skład: słód pilzneński, pszeniczny, Cantillon Gueuze Lambic, chmiel Cascade, drożdże US-05, sok z wiśni tłoczonych na zimno

0 komentarze:

Prześlij komentarz