Festiwal Birofilia 2014


Birofilia to festiwal, na którym nie może nikogo zabraknąć. Przez jeden weekend w Żywcu spotkać można całą śmietankę towarzyską polskiego świata piwowarskiego - zazwyczaj wszyscy znani lub mniej znani pojawiają się choć na chwilę, a nawet Ci którzy nie mogą dotrzeć - uczestniczą w wydarzeniu przez internet.

My dotarliśmy na Birofilia tylko w sobotę, ale był to dzień pełen wrażeń, którymi naładowaliśmy się na cały rok. O ile o 11 czy 12 rano było jeszcze spokojnie, tak około pory obiadowej zaczęły się spore tłumy - z roku na rok do Żywca przyjeżdża coraz więcej ludzi i coraz więcej dobrego piwa.
Aleja Piw Świata pękała w szwach, lodówki pustoszały w zastraszającym tempie, a obsługa ze sklepiku festiwalowego po imprezie na pewno pojedzie na minimum tydzień wakacji nad morzem - zasługują za tę ciężką pracę.W trakcie trwania festiwalu najcenniejsze piwo w sklepiku, czyli Samuel Adam's Utopias osiągał cenę za jedyną butelkę w kraju 1500zł, choć sama licytacja nadal trwa. Sama fotografia tego cennego piwa kosztowała żeton, stąd my postanowiliśmy zadowolić się większą butelką Utopiasa stojącą na dziedzińcu browaru - tylko czemu jej nikt nie licytuje...? 



 Duża butelka Utopiasa na dziedzińcu Browaru... ;)

Giełda Birofiliów, od której tak naprawdę rozpoczęła się idea festiwalu, jak zawsze przyciągnęła tłumy. My staraliśmy się przeciskając między jednym a drugim kolekcjonerskim maniakiem, wyszperać coś ciekawego, ale koniec końców wystarczyło nam oglądanie bogatych kolekcji niektórych ludzi. 



W tym roku większość czasu spędziliśmy przy kranach z kwaśnymi piwami - sour ale, który dla nas przynajmniej były hitem.  Piwo z buraka, IPA na Brettach, Flandersy i inne kombinacje, w których główną rolę pełniły dzikie drożdże - dosłownie wykręcały nam twarze. Ale mimo wszystko były to piwa rajskie, zaiste!

Do kranów z Brackim i Żywcem nikt nie podchodził...

 Sour Porter z Almanach wymiatał smakiem - wpierw lekki kwasek, później wyraźny palony akcent porteru, a na sam koniec posmak bourbonowej beczki - świetne, ale wystarczające w ilości 125 ml.


Drugim korytkiem, do którego najczęściej przychodziliśmy byli piwowarzy domowi. Ich ambicje i kreatywność nie znały granic. Pilismy m.in. brown ale z wędzoną śliwką, które było wędzone na maxa, a co najdziwniejsze - bez użycia żadnego wędzonego słodu - efekt wywołała sama śliwka; piwa z lawendą, szałwią i miętą - nie pamiętam nazwy browaru domowego, ale wielki respect dla piwowara za dobre ziołowe piwa. Były też Krieki od Piwologa i od Starej Pipy, było piwo pszeniczne truskawkowo-chili, był pils pachnący ananasem, piwo z buraka - pachnące i smakujące jak to warzywo. Kilka dobrych stoutów i RISów też się nadarzyło. Ściślej mówiąc - było bogato. 



Mieliśmy też na festiwal przygotowaną jedną niespodziankę - Ducha Kraftu, jakieś 3 miesiące po terminie, którego zdobył dla nas w Łodzi - Michał z Bloga Przy Piwku. Degustacja z samym pomysłodawcą, czyli Markiem Putą wykazała, że to piwo nie nadaje się jednak do picia. Po próbce 25 ml każdy wymiękł. 


W namiocie festiwalowym cały czas trwały prelekcje i wykłady - wypowiadał się m.in. Volker Quante opowiadając o swoim domowym warzeniu, Tomasz Kopyra opowiadał o degustacji piwa, Docent o browarach, a dziewczyny z Piwnego Gotowania przyrządzały smakowite potrawy. My przez ten cały czas krążyliśmy po festiwalu pijąc piwa i namawiając ludzi do naszej nowej akcji.



Postanowiliśmy zrobić zdjęcie pod tytułem: Styl piwa, z którym się utożsamiasz. Zebraliśmy kilku znanych lub nieznanych ludzi i zrobiliśmy im fotki, które można zobaczyć poniżej. Efekt wyszedł naprawdę dobrze.


Przy okazji fesitwalu zdobyliśmy też kilka ciekawych piw - wymieniając 9 butelek naszego AIPA na m.in. 3 butelki z Browaru Absztyfikant czy dwie butelki od Bartka Nowaka - handel między blogerami - to jest to! A samych piw spodziewać się należy już niedługo - na pewno je wypijemy i będą miały dobre zdjęcia.

 Tak wygląda bloger - aparat, kufelek, karton z piwami, kartki... Wszystko na głowie.

Po dniu pełnym wrażeń nadeszła pora, na którą każdy czekał. Wyniki konkursów organizowanych w ramach festiwalu Birofilia 2014. Wśród jurorów sędziujących w tym roku nadesłane piwa znaleźli się goście z zagranicy, mi.n. Stan Hieronymus, Volker Quante, Simon Martin czy Ian Jeffrey. Do smaego konkursu piw domowych zgłoszono około 800 piw, co było dotychczasowym rekordem. Jako najlepszy craft 2014 zwycięzcą został Łukasz Jajecznica z Browaru Podgórz z piwem Uśmiech Anieli. Wśród zwycięzców w konkursie piwowarów domowych znaleźli się m.in. Łukasz Szynkiewicz ze swoim Grodziszem czy Karol Kościelniak ze swoim Czeskim Pilsem. Nasz znajomy piwowar Marcin dostał się ze swoim Foreign Extra Stoutem do finału w swojej kategorii, co też należy uznać za duży sukces. Tytuł Grand Championa 2014 zgarnął po raz drugi Czesław Dziełak, a piwem które w grudniu pojawi się na rynku będzie Dubbel.

  

Na zakończenie dnia już w domowym zaciszu wypiliśmy jeszcze dwa świetne piwa. Pierwszym było Mein Porter Weisse - Wiezenbock z browaru Schendier. To piwo powalało aromatem porzeczki, śliwki i wyraźnej pszenicznej bananowości. W smaku świetnie karmelowe, porzeczkowe, pszeniczne i z wyraźnym koźlakowym charakterem. Po prostu urwało nam dupę... Drugim piwem była Czarcia Krew - Cascadian Dark Ale uwarzone w Browarze Jan Olbracht, wg. receptury Bartka Nowaka. Bardzo palone i czekoladowe w aromacie, o pięknej ciemnej barwie i dobrym smaku - wyraźna czekolada, lekka żywica, a na finiszu istny popiół - świetne piwo.



By nie przynudzać i tak długiego posta podsumuję tylko, że Festiwal Birofilia 2014 był jeszcze bardziej udany od zeszłorocznego. Mnóstwo świetnych ludzi, znakomitych piw i jeszcze więcej rozmów o tym co nas wszystkich tak bardzo kręci. Z nieciepliwością czekamy na Dubbla i już dajemy Wam obejrzeć zdjęcia... Jak się spodobają to podeślijcie link dalej! ;)

Do zobaczenia za rok w Żywcu!

P.S. Duże pozdrowienia dla wszystkich z którymi zamieniliśmy choć słowo, daliśmy nasze piwo, czy są chociażby na naszych zdjęciach. Wasze zdrowie!

1 komentarze:

  1. Nie mam doświadczenia w tego typu imprezach. Birofilia 2014 to były zaledwie drugie tego typu "targi piwne" w których uczestniczyłem. Dlatego mam możliwość porównywania ich tylko do tego co widziałem miesiąc wcześniej w Krakowie/Zabierzowie.

    I co? IMHO nie jest dobrze. Co prawda Kraków był mocno remizowo-pszenno-buraczany z tym strasznym "Janosikiem" wodzirejem i napieprzającą muzyką. Był gdzieś daleko "na wsi". Ale skupiał ludzi, którzy kochają piwo, warzą piwo, opowiadają o piwie w trakcie nalewania go do kubeczka/kufelka/szklanki. To było spotkanie miłośników piwa.

    Za to w Żywcu była klasyczna korpo-impra. Z tą całą pro-eko i anty-infant-alko propagandą. Przy nalewakach w dużej mierze stali ludzie totalnie wyrwani z kontekstu. W sklepie miedzy zacnymi piwami stały jakieś radlery albo inne tekilopiwa (bo korpo sobie zapewne zażyczyła). Szczytem wszystkiego był dialog przy nalewakach "Świata piwa": "-Przepraszam, czy pan moze mi coś polecić? Czy pan pije te piwa? -Nie, ja pije tylko zwykłe".
    Jedyne miejsce gdzie mozna było spotkać ludzi zakręconych na punkcie piwa to namiocik dla browarów domowych. Tam było czuć ducha piwnej rewolucji. Szkoda tylko, ze ludzie tak ochoczo na stwierdzenie "za piwo, co łaska" uznawali ze mozna po prostu nic nie zapłacić. Wiocha z lekka :(

    Nie piszę nic o dostępnych piwach, piszę o ogólnej atmosferze, ktora mi sie nie podobała.

    OdpowiedzUsuń