I Krakowski Festiwal Piwa


Maj to miesiąc bogaty w festiwale i wydarzenia związane z piwem. Najpierw urodziny AleBrowaru, Pinty i Piwoteki, później Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa, a w końcu kolejne dwa festiwale - BrowarFest w Poznaniu oraz I Krakowski Festiwal Piwa w Zabierzowie. My korzystając z wolnego piątkowego wieczoru i dobrej pogody wybraliśmy się do niedalekiej nam miejscowości aby zobaczyć pierwszy w naszym regionie festiwal.

Od samego początku nie nastawiałem się do imprezy zbyt pozytywnie, przewidywałem że będzie to bardziej Festyn niż Festiwal, a samo wydarzenie mnie nie zachwyci. Po dojechaniu do Zabierzowa kierowaliśmy ku tzw. Błoniom Zabierzowskim (jak widać mała miejscowość czerpie z Krakowa), które położone są niedaleko drogi na lotnisko Balice. Duża ilość zieleni i dużo miejsc parkingowych - to zobaczyliśmy na samym początku. Później na horyzoncie pojawiły się dmuchane zjeżdżalnie i karuzele, czyli coś co zwiastowało potwierdzenie moich przypuszczeń. Bilet wstępu na festiwal kosztował 3zł za ulgowy i 5zł normalny, przy czym ulga obowiązuje tylko osoby do 18 roku życia. Na moje pytanie - po co osoba niepełnoletnia ma wchodzić na Festiwal Piwa, pani w kasie odpowiedziała: proszę poczytać w regulaminie. Jak widać studenci nie łapią się pod tego rodzaju ulgę. Butelkę wody przywiezioną ze sobą musiałem zostawić przed wejściem (bo nie daj boże wiózłbym tam benzynę), szkło do degustacji piwa jakoś udało się przemycić, ale butelka piwa przywieziona dla Tomka z Piwnych Podróży też sklasyfikowana została jako potencjalne zagrożenie - dobrze że udało się ją zostawić na jakiś czas w kasie. 

Teren festiwalu położony jest w dolinie otoczonej zielonymi wzgórzami, niedaleko płynie sobie rzeka, a za płotem stoją sobie gromadki koni. Wiejski, sielski klimacik panował na całym festiwalu. Można było wyróżnić takie trzy strefy: gastronomia - bogata w jedzenie, zabawa - mnóstwo karuzel dla dzieci oraz piwna, gdzie wystawiały się browary. Ich ilość nie była przytłaczająca - brakowało polskich gigantów craft w postaci AleBrowaru, Pinty czy Artezana, którego dwa piwa lała jedynie Strefa Piwa Pub. Można powiedzieć, że zabrakło również pobliskiej (oddalonej o kilka kilometrów) Pracowni Piwa (też pojawiły się tylko dwa piwa). Z polskich browarów prezentowały się: Ninkasi, Doctor Brew, Bednary (w końcu dojechali na południe), Na Jurze, Reden, Ursa Maior, CK Browar i Pilsweizer, reszta to w większości czeskie browary oraz czeskie jedzenie serwowane przez prawdziwych mówiących po czesku Czechów... ;) 



Teren strefy piwnej był dość małej wielkości - były tam stoiska, znajdował się tam też fort Biskupin - gdzie można było kupić piwa butelkowe ze sklepiku festiwalowego. W forcie warzono też tego dnia Barley Wine z ekstraktów, a robił to Art znany z browar.biz. Walutą funkcjonującą na terenie festiwalu były żetony nazwane Talarami Zabierzowskimi, co jeszcze bardziej dopełniało mi myśl w głowie, że jest to istny Piwny Festyn w Biskupinie. Wybór piw w sklepiku był bogaty, ale były to w większości piwa zagraniczne znane z półek sklepów specjalistycznych. Dodatkowo można było zakupić 3 rodzaje festiwalowego szkła - pokal oraz dwa kufelki. Ja postanowiłem zrobić trochę po studencku i w ramach oszczędności przywiozłem sobie pokal z zeszłorocznego Wrocławskiego Festiwalu Dobrego Piwa.



 

 Po lewej: brzeczka z Barley Wine.

Przyjeżdżając do Zabierzowa postanowiliśmy spróbować kilku piw - wśród nich były aż 3 premiery - dwie z Doctor Brew oraz jedna z Ninkasi. I tak:

Doctor Brew - American Witbier
Witbier dość nam smakował - wyraźna kolendra w aromacie, wyraźna wodnistość i kolendra w smaku, a całość zakończona goryczkowym akcentem. Dobre, orzeźwiające, ale Dwóch Smoków z Pracowni Piwa nie przebiło.


Doctor Brew - American Weizen
Piwo dość grzeczne jak na Doctor'ów - w aromacie banany oraz pszenica, w smaku solidne, jednak zbyt mało chmielowe i goryczkowe, jeśli dodane zostały do niego amerykańskie chmiele.



Ninkasi - Cream Ale
To piwo nas zaskoczyło - słodowe w aromacie, pachnące trochę jak koncerniaki, w smaku było dość dziwne - trochę słodowe, trochę kartonowe - ledwo zmęczyliśmy 0,2 l na 3 osoby a i tak jeszcze resztę trzeba było wylać na trawę.


Świński Ryjek - Opolski Łącznik
To był naprawdę dobry Best Bitter - wyraźnie chmielowy, wyraźnie karmelowo-słodowy - aż się chciało sięgnąć po kolejne.
Świetne piwo.


 
Doctor Brew - Kinky Ale
Piwo na eksperymentalnej odmianie chmielu - w aromacie bardzo przyjemne, kwiatowe, lekkie, zupełnie nie smakujące jak IPA, wyraźna goryczka, mimo to lekkość piwa była zachowana, a całości towarzyszyły kwiatowe akcenty. Świetne!


Później spróbowaliśmy jeszcze Pale Ale oraz Amber Ale z Browaru Bednary - po niemiłej dla nas premierze w postaci Stouta z tego Browaru, jasne Ale podeszły nam już bardziej - świetnie nachmielone piwa. Przy okazji porozmawialiśmy także z piwowarami m.in. na temat domowego warzenia - naprawdę mili ludzie, aż kiedyś przyjedziemy do Bednar specjalnie po ich nowe piwo.


Na sam koniec wziąłem jeszcze tylko próbkę Wujka Sama - True American IPA z Browaru Pilsweizer w Grybowie. Na Boga! Nie pijcie tego piwa! W aromacie i smaku samo masło, a butelkowa wersja jest podobno jeszcze gorsza... Nie warto próbować.




 Po prawej: festiwalowa myjka do szkła.
 
Podsumowując tę ścianę tekstu jaką przytłaczam Was w ten słoneczny weekend. I Krakowski Festiwal Piwa to wydarzenie bardziej o skali lokalnej niż krajowej. Swojski klimat, karuzele dla dzieci oraz sam Biskupin, każą nazywać mi tą imprezę Festynem. Na plus muszę wymienić takie rzeczy jak: żetony, pokaz warzenia piwa, małe kolejki do stoisk browarów i brak takiego tłumu ludzi jaki był we Wrocławiu - można było sobie na spokojnie wypić piwo. Na minus: duży stopień kontroli przy wejściu (a to nie jest przecież stadion we Wrocławiu), wiejska muzyka disco polo lecąca głośno ze sceny i utrudniająca rozmowy, mała ilość browarów - szczególnie boli brak najważniejszych polskich craftów. Wujek Sam, którego można by nazwać piwem festiwalowym to niestety porażka na całej linii. 

 Tak reaguje bloger na dobre piwo ;)

Nie powiem, że mi się trochę nie podobało - było kilka dobrych piw, był Tomasz z Piwnych Podróży z którym się spotkaliśmy, było dużo jedzenia - ale całościowy klimat imprezy nie zrobił na mnie wrażenia. "I Krakowski Festyn Piwa w Biskupinie" ma jeszcze dużo do nauczenia się od Wrocławia, czy wg. mnie najlepszego festiwalu jakim są Birofilia.


1 komentarze:

  1. Nie chodziło o to żeby nie wnieść benzyny w tych butelkach tylko o to, żebyś kupił picie i jedzenie u nich- o zakazie wnoszenia np. materiałów wybuchowych nikt nie pomyślał ale o zakazie wnoszenia jedzenia i picia informowały odręcznie narysowane piktogramy. Ja niestety nie wszedłem na imprezę (chociaż przyjechałem tam z Wrocławia) bo miałem butelkę z roztworem glukozy (którą ze względu na chorobę muszę mieć ze sobą). Tak więc całym busem pojechaliśmy posiedzieć chwilę pod smokiem w Krakowie i wróciliśmy do domu.

    OdpowiedzUsuń