Beer Geek Madness 2014


Ta impreza to było istne szaleństwo - pod względem piw, ilości osób które na nią przybyły i tego co działo się na miejscu - w Zaklętych Rewirach, gdzie odbyła się pierwsza edycja Beer Geek Madness. 

Już na pół godziny przed otwarciem bram klubu, do zakupu żetonów i pokali ustawiła się kolejka, którą można porównać do dwóch, nawet dwóch i pół długości pubu Strefa Piwa - to tak jakby od drzwi do ogródka stali w kolejce ludzie i czekali na zakup imprezowej waluty. Po mniej więcej odczekaniu 40 minut udało mi się w końcu wejść, a w samym klubie zaskoczenie - nie było aż tak tłoczno. Największa kolejka ustawiła się wpierw do Pinty, gdzie polewano m.in. premierowe Son of a Birch, czyli piwo pszeniczne z dodatkiem soku z brzozy.


 

Son of a Birch
Lekki, pszeniczny aromat ze słabą, ale lekko wyczuwalną nutą brzozy. W smaku równie lekkie, wyraźnie pszeniczne i połączone z charakterystycznym smakiem soku brzozowego. Po dłuższym ogrzaniu gdzieś w tle pojawiały się nuty siarkowe, ale mi to bardzo nie przeszkadzało. Świetne piwo na lato - powinno wejść do regularnej sprzedaży.



W tej samej sali, gdzie ustawiona była scena oraz stoisko Pinty, znaleźć można było także SzałPiw z ich Imperial Wild Ale nazwanym Knyf oraz Pracownię Piwa z ich Dragon's Fire, czyli Imperial IPA z dodatkiem pieprzu.

 


 Knyf
Bananowo-alkoholowy aromat, z lekką nutą owocową. W smaku wyraźnie cierpkie, wyraźnie dzikie i wyraźnie owocowe. Pojawia się także banan oraz papryczki, które miło i delikatnie pieką w gardło - dla mnie bomba! :)






Dragon's Fire
Chmielowo-owocowy aromat, w smaku dużo chmielu oraz lekka słodycz. Piwo dość gęste, bardzo owocowe i z bardzo delikatną, lekko zaznaczoną nutką pieprzu. Na to piwo oddałem wszystkie swoje głosy w konkursie Beer Geek Choice - tak myślała też większość obecnych na BGM, dlatego właśnie to piwo zdobyło główną nagrodę jako najlepsze polskie piwo tego dnia.



W drugiej oddalonej trochę wgłąb sali prezentowali swoje piwa Widawa, Bednary, Podgórz oraz Birbant. Znaleźć tam też można było piwa butelkowe, które dostępne były na barze. Same butelki zakupić można było przy wejściu razem z zakupem żetonów - lista wprawdzie nie powalała na kolana, ale udało się wyłowić kilka dobrych piwek, tak by zabrać je do domu. Z samymi żetonami było wg. mnie kłopotliwie - zamiast sprzedawać żetony jako komplety po 10 sztuk, organizatorzy postanowili rozdysponować je jako komplety 24 sztuki, co chwilami przysparzało problemów przy zakupach. 





Kolejki - mogły by się stać symbolem tej imprezy. Były do każdego stoiska i były dość długie, a prawdziwy szał rozpoczął się, gdy o 21 otwarto fragment sali z lanymi piwami Mikkellera. Jednak miało to swój plus - gdy kupiło się 0,2 l danego piwa, człowiek od razu ustawiał się w kolejce po następne. A kolejki szły dość powoli, był więc czas aby w spokoju wypić sobie zakupioną próbkę i porozmawiać ze znajomymi.

Dużym plusem była też dla mnie wielkość lokalu - miejsca starczyło dla każdego i nie czuło się aż takich tłumów. Minusem był brak klimatyzacji w sali zwanej Pralnią - po wejściu do niej człowiek od razu zaczynał być mokry, co nie było zbyt komfortowe. A jedzonko - mmmm... było świetne. Ja zainwestowałem w jakąś bułkę ze świniakiem i sosem cytrynowym, ale na kubki smakowe podziałało to zbawiennie. Na żołądek zresztą też - Imperialne piwa same się nie wypiją, a jakoś organizm wspomóc trzeba.





Wracając do polskich piw:

 

Zebra, czyli Biały Porter - dupy nie urywał. Lekki kolendrowy aromat, który po chwili zmieniał się w coś rodzaju kapusty i kanalizy. Lekka paloność, w smaku lekko i mało alkoholowo - wyraźna akcent pszeniczny, kolendrowy z lekko zaznaczoną palonością - całkiem przyjemne, ale dla mnie lekka klapa.





Imperial Stout z Podgórz,, czyli najbardziej przesadzone piwo tej imprezy. W aromacie i smaku wyraźne akcenty czekolady i rumu, ale po wzięciu jednego łyka w gardło zaczynają nas piec cholernie pikantne papryczki chili - już po 50 ml próbce człowiek ma dość. Bardzo rozgrzewające, ale też bardzo alkoholowe piwo - pojechane po bandzie.


Orzechowe Double Ale z Bednar - świetny orzechowy aromat, dużo orzechów, naprawdę dużooo... Piwo nie jest zbyt słodkie, dość gęste i wytrawne i jeszcze raz podkreślę - bardzo orzechowe. Mi bardzo podeszło :)







Z Mikkelera udało mi się spróbować m.in. IPA fermentowanego Brettami - fajne, lekkie i chmielowe piwo z lekką derką i wyraźnym akcentem dzikich drożdży. Był też agrestowy lambik - wyraźnie kwaśny, owocowy i cierpki, czyli to co lubię. A na koniec poszło też Yuzu Porter w wersji Barrel Aged - bardzo przyjemny, gęsty porter, w którym pomarańczy nie było czuć ani przez chwilę, ale za to pojawił się miły akcent dębowej beczki.

Poza spróbowaniem dobrych piw udało się też spotkać i porozmawiać z blogerami, z Frederikiem Johansenem oraz Robem Love z Mikkellera, a także poznać nowych ludzi równie zakręconych na punkcie piwa. 

Na Beer Geek Madness przyjechałem lekko sceptycznie nastawiony, sądząc że będzie to droga i hipsterska impreza, ale mimo wszystko było świetnie. Niektóre z polskich piw nie urywały dupy - co mogły zapowiadać ich nazwy, ale można było znaleźć wśród nich także kilka perełek. Przed godziną 23 musiałem już wracać do Małopolski, stąd pewnie najciekawsza i najbardziej pijana część imprezy mnie ominęła. Mimo wszystko było świetnie i z Wrocławia wróciłem pełen pozytywnej energii.

Zdrowie Mikkeller & Friends!



0 komentarze:

Prześlij komentarz