IV Festiwal Dobrego Piwa we Wrocławiu - cz.1

Relacje z wszelkich wyjazdów oraz imprez najlepiej pisze się "na gorąco". Zaraz po powrocie siada się do komputera i zaczyna notować wszelkie rzeczy, które miały miejsce. Mimo że ten post najprawdopodobniej ukaże się dopiero w poniedziałek - zaczynam tworzyć go już dziś, w sobotę 11 maja, zaraz po powrocie z Festiwalu Dobrego Piwa we Wrocławiu. Z racji, że z samego festiwalu jest troszkę zdjęć, postanowiłem podzielić relację na dwie części - pierwsza będzie o samym wydarzeniu, a druga już o piwach których dane mi było spróbować.

Swoją wycieczkę do Wrocławia zacząłem w rodzinnym mieście razem z moją Degustatorką, która jakimś cudem dała się namówić na wspólny wyjazd na piwny festiwal. Dołączyliśmy do wycieczki zorganizowanej przez krakowski sklep Piwa Regionalne (ul. Łużycka), w której planach oprócz wizyty w Leśnicy, było także zwiedzanie Browaru Widawa w Chrząstawie Małej. Po przyłączeniu się do całej załogi ruszyliśmy autostradą w kierunku zachodnim i po około 3 godzinach byliśmy na miejscu - u naszego pierwszego celu. 

Gospoda pod Czarnym Kurem - Browar Widawa.

Każdy z uczestników postanowił zasmakować regionalnego piwa w miejscu, w którym jest warzone. Ja postawiłem na małą szklankę Kangaroo (Australian Amber Ale). Piwo dość ciekawe, cytrusowe, z mocną goryczką. W dalszej części pan Wojciech Frączyk opowiedział co nieco o pracy browaru, działaniu warzelni oraz fermentatorów. Przy okazji na miejsce dojechała także grupa Śląskiego Oddziału PSPD (Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych). Największą ciekawostką była okazja do spróbowania Orki (Dark Ale) jeszcze przed chmieleniem na zimno. Muszę stwierdzić, że smak był zgoła odmienny od tego, jaki pamiętam z butelkowej wersji już po chmieleniu. Przede wszystkim w "zielonej" Orce więcej jest elementów kawowych i gorzko-czekoladowych. Po obejrzeniu wszelkich instalacji, a także po rozmowach z właścicielem, cała grupa się zebrała i pojechaliśmy już do najważniejszego celu - na Festiwal!

Warzelnia w Browarze Widawa.


Widok na nalewarkę i jeden z "leżaków".

 Wojciech Frączyk przy warzelni.

Nalewanie "zielonej" Orki prosto z tanka fermentacyjnego.


 Widok na niektóre z tanków.

Zanim dotarliśmy na miejsce, już na około 3 km przed Festiwalem spotkały nas korki, które bądź co bądź, nie ustępowały. Część trasy dla zaoszczędzenia czasu pokonaliśmy tramwajem, uciskając się jak sardynki pomiędzy innymi piwoszami. Pora teraz opowiedzieć o samym FDP. W pierwszym momencie skojarzył mi się on z Przystankiem Woodstock - dużo piwa, dużo ludzi i dużo, dużo błota, które było dosłownie wszędzie. Buty, spodnie, skarpetki, a nawet koszulki były u wielu osób pobrudzone ziemistą mazią. Spontanicznie zorganizowany został także konkurs na najlepszy zjazd w błocie, a grono sędziów zgromadzonych przy piwie, gromkimi brawami oklaskiwało kolejne powietrzno-ziemne akrobacje. Już do zakupienia festiwalowego szkła tworzyła się średniej długości kolejka - ja postanowiłem zakupić jedynie kielich, gdyż moje uwielbienie do wszystkiego co "na nóżce" nigdy nie mija. Największym zainteresowaniem cieszyły się stoiska Pinty i Krainy Piwa, gdzie kolejka była naprawdę długa. Zaraz obok nich swoje miejsce miała także Strefa Piwa, a tam zakupiłem kolejną z pamiątek - koszulkę z Pracowni Piwa oraz posmakowałem Hey Now (American Wheat) z tego samego browaru. Przy okazji zakupiłem także B-Day (Weizen IPA), które w butelce przyjechało do mojej domowej spiżarki - o tym piwie będzie już za niedługo na Piwnej Zwrotnicy.

 Wiele osób dosłownie zjeżdżało po błocie w dół :)



 Na stoisku Pinty i Krainy Piwa.

 Zamek i scena, z której płynęły dźwięki umilające degustację piwa.

 A tak wyglądały ścieżki dookoła zamku.

 Po lewej: na stoisku Browaru Na Jurze. Po prawej: stoisko Browaru Konstancin.

Dotarcie na drugą stronę Fesitwalu nie było łatwe, wszystko utrudniało wszędobylskie błoto, ale warto było z nim walczyć. Tuż za drzewami czekały stoiska z piwami belgijskimi, a gdzieś wśród nich Browar Szałpiw - który stosował żetonowy sposób płatności za piwo (1 mały żeton - 2zł). Tam też spróbowałem poznańskiego Szczuna i Rojbra, a Bździągwa jako kolejne piwo w butelce przyjechała ze mną do domu. Niedaleko Szałpiwu można było spróbować także piw z Raciborza, Namysłowa i Cieszyna, a dwa stoiska dalej gościł już AleBrowar ze swoją maszynką do chmielenia w piwa w przepływie (mam nadzieję, że nic nie mylę). Kolejnym z miejsc, które odwiedziliśmy było stoisko Hausta, gdzie spróbowałem Ox Bile (Imperial IPA), podobno najbardziej goryczkowego piwa w Polsce (IBU 104). Wśród wielu stoisk z piwami była także duża liczba miejsc, w których oferowano pyszne i pachnące kiełbaski czy szaszłyki. Po krótkiej przerwie na posiłek przyszła pora na ostatnie z piw, jakie spróbowałem we Wrocławiu - Grodziskie z Artezana (ponownie w Strefie Piwa). W sumie spróbowałem tylko 5 piw, a 2 wróciły w butelkach do domu. Ale nie należy się martwić, już za niedługo na blogu pojawia się też takie piwa jak: Gruit z Kormorana, Czerwony Kapturek z Artezana, Białe Pszeniczne z Namysłowa, czy wspomniane wcześniej Bździągwa i B-Day. Wśród ciekawostek festiwalowych - Kormoran promował swojego Gruita, Amber zaprezentował Kopernika (jasny lager), który wszedł teraz na polski rynek, Ciechan i Lwówek w połączonych siłach oferowali zestawy etykiet i kapsli dla kolekcjonerów. Wśród piw zagranicznych nie udało się się niestety zagościć, ale może kiedyś uda się to poprawić. Około godziny 18 nastąpiła pora powrotu i już o 21 byliśmy ponownie w Chrzanowie.


 Stoisko Browaru Szałpiw.

 Bracki Browar Zamkowy.

 Niemieckie piwa.

 Browar Racibórz.

 Stoisko AleBrowaru i ich urządzenie do nachmielania.

 Ponownie błoto - symbol tegorocznej edycji Festiwalu.

 Stoisko Minibrowaru Haust.

Stoisko Browaru Kormoran.

Podsumowując, uważam że spróbowałem najciekawszych polskich nowości - być może były jeszcze jakieś, ale ciężko za pierwszym razem ogarnąć wszystko. Festiwal nie jest nawet tak duży, jak mi się wydawało, ale jest to według mnie udana impreza. Gdyby nie pogoda i błoto, było by jeszcze lepiej - całe szczęście że wszystko wynagradzał wyśmienity smak piwa. W niektórych miejscach rzucały się w oczy osoby, które zdegustowały już za dużo, ale całe szczęście nie było ich wiele. Mam nadzieję, że na Festiwal wrócę jeszcze nie raz. Jeśli coś pominąłem, przepraszam, w przyszłości postaram się zapamiętać więcej. Póki co dziękuję ekipie z Krakowa za podróż, a organizatorom za Festiwal. Do zobaczenia za rok!

 Szynowy akcent na sam koniec - dwa zabytkowe tramwaje 
służące jako transport ślubny, odpoczywają na pętli Leśnica.


0 komentarze:

Prześlij komentarz