środa, 25 maja 2016

Silesia Beer Fest - edycja II


Kolejna edycja Silesia Beer Fest za nami. Przy drugiej edycji zmieniła się lokalizacja festiwalu - postawiono na Galerię Szyb Wilson, a to z powodu remontu który obecnie przechodzi Fabryka Porcelany. Trzeba przyznać, że był to krok w dobrą stronę - hala Szybu Wilson jest bardziej przestrzenna, o wiele bardziej czysta i mniej "zakurzona" od przestrzeni z ul. Porcelanowej, a przede wszystkim pomieściła więcej browarów. Krótko mówiąc - festiwal powoli się rozwija. W tym roku postawiono też na większą ilość foodtrucków o większej różnorodności, tak że każdy mógł wybrać coś dla siebie - w naszym menu niezmiennie gościły frytki belgijskie, ale i burgera nie pożałowaliśmy. Niestety z racji kolidowania terminu z Juwenaliami (a tych jak wiadomo studenci nie opuszczają), na festiwalu pojawiliśmy się tylko w niedzielę i był to bardzo spokojny dzień. Atmosfera przypominała tę z Brackiej Jesieni - mało ludzi, możliwość porozmawiania z piwowarami i uczucie, że każdego się tutaj zna...


Z powodu tylko jednodniowej wizyty, ciężko było nam spróbować wszystkich interesujących piw, a tych było nie mało. Na początek zaczęliśmy od Ajntopfa, czyli festiwalowego SMASHa w kooperacji Redenu i Hajera - piwo lekkie, przyjemnie żywiczne, ale z dużymi akcentami diacetylu, które po dłuższej chwili psuły wspaniałą kompozycję cytrusowo-żywiczną. Kolejnym piwem był Cajaneiro od Kingpina i tutaj też było lekkie rozczarowanie - aromat był dość ubogi, a w smaku pojawiała się wyraźnie zalegająca goryczka - to piwo nie było w żaden sposób sesyjne (niestety, mała wpadka Kingpina). Całe szczęście sytuację uratował Kazek, czyli American Pale Ale od Browaru Raduga - lekkie, przyjemnie cytrusowe, bez żadnych znamion wady, picie tego piwa to czysta przyjemność!

Jopejskie od Kamila Prystapczuka.
Później mieliśmy okazji spróbować Jopejskiego od Kamila Prystapczuka - to piwo było istną poezją. Aromat przypominał esencję z wszystkich możliwych bakalii świata - rodzynek, daktyli, moreli itp. połączoną z akcentami pumpernikla. W smaku było jeszcze bardziej złożone i trzeba to powiedzieć - sesyjne. W żaden sposób nie można było odczuć woltażu piwa, a jego gęstość wprost powalała na kolana. Super piwo - aż nie mogę się doczekać Joppenbiera z Bytowa...

Dla chwili odpoczynku do szkła zaczęły trafiać Grodzisze i... ten z Probusa wyrwał mnie z butów! Nigdy w życiu nie piłem tak szynkowego i wyrazistego Grodziskiego. Było ekstremalnie smaczne, wędzone i pełne w odczuciu. Jedno z piw festiwalu - Jacek, gratulacje! Drugim Grodziszem był Pan Grodzin z Browaru Jana - lekkie, wyraźnie słodkie, z przyjemnym wysyceniem - dobra propozycja dla fanów lekkiej wędzonki, mi smakowało. Później nasze kroki skierowaliśmy do stoiska Piwowarowni i muszę przyznać, że bardzo nie doceniałem tego browaru. Kolejno spróbowaliśmy: Kawę i Papierosy - świetna mieszanka akcentów wędzonki i tytoniu, Single Hop Sorachi Ace IPA - bardzo przyjemne, lekkie i żywiczne piwo, Pożegnanie Korporacji RIS - tutaj cudów nie było, ale ma potencjał do leżakowania - paloność, czekolada, akcenty suszonych owoców, English IPA o wyraźnych nutach suszonej moreli i brzoskwini. Browar ma duży potencjał do rozwoju i cieszy mnie ich obecność w moim lokalnym Tesco - w razie pustek w szafie będzie po co sięgnąć. 

Kolejno: Grodziskie z Probusa, Pan Grodzin z Browaru Jana,
dwie wersje Chmielarki - Cascade i Sybilla, Ajntopf - piwo festiwalowe.
Dużymi zaskoczeniami na plus były też Wild Tomcat - APA od Szpunta - świetne, lekkie i cytrusowe piwo, Leo - Summer Ale od Beer City - to piwo faktycznie oddawało ducha lata - cytrusy, owoce tropikalne, wyrazisty akcent ananasa, a do tego przyjemne goryczka, Chmielarka Sybilla od Baby Jagi - pokazująca piękno polskiego chmielu - w moim odczuciu jedno z topowych piw uwarzonych na Sybilli. Lekkim rozczarowaniem była Brett IPA od Pinty, która przypominała bardziej imperialną wersję Weizena niż deklarowany styl. Festiwal zwieńczył Hallertau Blanc Pale Ale z Kernela serwowany przez niezastąpioną ekipę Browariatu. 

Hallertau Blanc z Kernela, Wild Tomcat z Browaru Szpunt,
Brett IPA od Pinty, Leo z Beer City.
Jako tako, nie ma tak naprawdę o co się przyczepić ani czego wytknąć organizatorom Silesia Beer Fest. Jedynie opowieści o okolicy, w której odbywał się festiwal mogły lekko zniechęcać. Sam miałem pewne obawy przemieszczając się z przystanku na teren Szybu Wilson, a jeden z blogerów nawet miał okazję zaznajomić się z okolicznymi dresami. Cóż, oby na kolejnych edycjach nie było z tym problemów, bo miejsce zdaje się być idealne dla tej formuły festiwalu.

P.S. Trzeba jeszcze wspomnieć o dwóch, a nawet trzech piwach, które były małymi przebojami festiwalu - leżakowany przez rok Wostok oraz Brett Porzeczka i Brett Truskawka z Minibrowaru Reden od Pawła Fityki. Piwa kosiły swoim smakiem - nam udało się spróbować tylko Porzeczki, która była przyjemnie kremowa, kwaśna i owocowa - istna miazga dla kubków smakowych. Wszystkie piwa zniknęły w zastraszającym tempie i dzięki temu mogę napisać: Paweł, eksperymentuj dalej!

Mój krótki wykład na temat Social mediów i marketingu w polskim piwowarstwie.

Świetny gadżet od Browaru Raduga.

Teraz już wiecie skąd te kobiety na etykietach Browaru Jana ;)






Minibrowar Reden - małe stoisko z wielkimi piwami!



Przekaz płynący z festiwalu ;)