Pinta - Modern Drinking


To piwo jest wyraźnym przykładem jak wiele można zdziałać w marketingu odpowiednią nazwą i etykietą. Gdy pierwszy raz zobaczyłem Modern Drinking na półce od razu wiedziałem, że muszę kupić to piwo, mimo że od pewnego czasu staram się ograniczać piwa butelkowe, a więcej próbować w pubach. Wyraźnie muzyczna i zabawowa kolorystyka, do tego nazwa nawiązująca do zespołu tak bardzo uwielbianego przez jednego z moich kumpli, przez którego teraz jestem spaczony na repertuar Modern Talking, no i oczywiście ten winyl na etykiecie, który pobudził we mnie czar wspomnień i zaprowadził na strych, gdzie odgrzebałem kilka winyli wydanych gdy mnie jeszcze nie było na świecie. 

Czy jednak za dobrym marketingiem idzie równie dobre piwo? Miałem sporo wątpliwości po tym, jak na wielu blogach to piwo zaczęło być chwalone, a ja ostatnio mam pecha do trefnych butelek. Czy przypuszczenia się potwierdziły? Powiedziałbym - częściowo.

W aromacie pojawiają się chmielowo-słodowe nuty, lekki żywiczny akcent, a także wyraźna słodycz owoców tropikalnych - mango, marakui - jest całkiem nieźle. W smaku piwo wyraźnie lekkie, słodowe, z lekką i niezalegającą goryczką oraz wytrawnością na finiszu. Po pewnym czasie pojawia się również słodycz oraz lekko owocowy akcent. Jednak co najbardziej niepokojące -  na to wszystko nakłada się siarkowy aromat, który psuje niestety wyśmienitą dotąd jakość wrażeń. Dużym plusem jest lekkość i sesyjność piwa, ogromnym minusem - siarka psująca aromat i smak.


Niestety, polski craft po raz kolejny zawiódł niestabilnością - tylko że zamiast zróżnicowania kolejnych warek, tutaj bardzo niestabilny jest poziom piwa w poszczególnych butelkach. W mojej opinii Modern Drinking można porównać do starego winyla - wszystko brzmi dobrze, ale jednak czasami pojawiają się jakieś zakłócenia - gdyby nie one wszystko było by ok. I jak w takiej sytuacji ufać opiniom innych blogerów, skoro butelka butelce nierówna? ;)



0 komentarze:

Prześlij komentarz