Nepomucen - Koźlak Jesienny


Z dnia na dzień coraz więcej liści spada z drzew, a dzień staje się coraz krótszy. Nie mogłem przegapić jednej z ostatnich okazji na fotografowanie piwa w terenie, kiedy temperatura i panujące warunki jeszcze na to pozwalają. Dodatkowo ogrom leżących na ziemi kolorowych liści, tworzących różnobarwne kompozycje zmotywował mnie do wycieczki nad pobliski Zalew Chechło, nad który zabrałem ze sobą butelkę Koźlaka Jesiennego z Browaru Nepomucen. Wszystko szło jak po maśle - piękna pogoda, zachodzące powoli słońce, kolorowe drzewa i mniej więcej na 10 minut przed dotarciem nad Chechło, wszystko zgasło. Słońce przykryły chmury, a nad taflą zalewu pojawiła się lekka mgła. W pierwszej chwili stwierdziłem, że nic już z tego nie będzie, po czym po krótkim spacerze moim oczom ukazał się świetny, mglisty klimat podkreślający pustkę tego miejsca. 


Nad Zalewem panowała cisza - co jakiś czas słychać było tylko lekkie uderzenia wioseł kajakarzy, którzy w ostatnich promieniach słońca odbywali swój trening. Pomost zwykle pełen życia, teraz był opustoszały, żaglówki zacumowane przy bojach kołysały się lekko pod naporem jesiennego wiatru. Gdzieś w zaroślach po kolana w wodzie stali dwaj wędkarze, a pod wierzbą jakaś rodzina rozpaliła sobie grilla. Poza tym - cisza i pustka. Cały ośrodek rekreacyjny, który znajduje się nad Zalewem Chechło, teraz wyglądał jak w post-apokaliptycznym filmie. Wśród tego wszystkiego znalazłem sobie zakątek niedaleko wędkarzy i przysiadłem do degustacji Koźlaka Jesiennego.


Po otworzeniu butelki do mojego nosa dotarł aromat ciemnej skórki od chleba oraz wyraźny akcent suszonych owoców. Z racji, że było zimno, nie przeciągałem tej chwili w nieskończoność i od razu przelałem piwo do szkła. W aromacie pojawiał się akcent suszonej śliwki, daktylów, ciemnej skórki od chleba oraz lekkiej słodyczy. W smaku - mimo że nie jestem wielkim amatorem koźlaków - było rewelacyjnie. Duża pełnia, wyraźne ciało, wyrazista goryczka, do tego dobrze zbalansowane akcenty chleba, suszonych owoców, lekkiej czekolady oraz lekkiej wędzonki. Całość wieńczył lekko słodki, chlebowy finisz. Koźlak zniknął ze szkła w szybkim tempie, mimo że starałem się jak najdłużej raczyć jego smakiem i widokiem jesiennego Zalewu. 

Duże wrażenie zrobiła na mnie etykieta - prosta, ale ze świetnym pomysłem. Kolorowa, pełna kształtów milickich karpi, wprost idealnie, tak jak smak piwa, oddająca istotę i klimat jesieni. W mojej opinii to najlepsza etykieta tego roku. 


Gdy tylko Koźlak wyraźnie rozgrzał moje wnętrze, rozprostowałem kości i jeszcze chwilę krążyłem po terenie Zalewu. Wraz ze mną przemieścili się też wędkarze, który odprowadziłem aż na klimatyczny pomost, przy który zacumowane są wiekowe rowerki wodne. Nigdzie w okolicy takich już nie ma - to wyraźny ślad, że tutaj czas po prostu się zatrzymał. Słońca nie dało się jednak powstrzymać i wraz z nastaniem mroku, musiałem opuścić ciche i jesienne Chechło... 










4 komentarze: