Danish Madness in Tap House - Mikkeller u Pracowni Piwa


Przez dwa dni - 20 i 21 lutego - Pracownia Piwa przejmowała swoimi piwami krany w kopenhaskich pubach Mikkellera. Wpierw polskie piwa opanowały pub Mikkeller Bar w Viktoriagade, a dzień później przyszła kolej na Mikkeller & Friends w Stefansgade. My mieliśmy szczerą nadzieję być na obu tych wydarzeniach, ale niestety pewnych barier nie dało się pokonać i koniec końców zostaliśmy w kraju. A skoro Mahomet, znaczy my... nie chcieliśmy przyjść do góry, to góra w postaci piw Mikkellera przyszła do nas, a dokładniej do Krakowa, gdzie w Tap House nadarzyła się okazja spróbowania kilku piw duńskiego browaru.

Na start wzięliśmy oczywiście Funky Cherry - specjalne piwo uwarzone przez Pracownię Piwa i SzałPiw z okazji 'polskiego szaleństwa' w Mikkellerze. Poniekąd była to podobno warka domowa od Janka Szały, dlatego piwa było mało i w Tapie można było spróbować jedynie 50 ml próbek.

Jak na styl Flemish Red kwaśność piwa była dość niska, ale przyjemność z picia nie znikała ani przez chwilę. W smaku czuć było wyraźnie akcenty wiśniowo-malinowe, lekką cierpkość oraz delikatny kwasek. Smakowało świetnie.

Drugim piwem było American Dream, czyli mocno chmielony pils, który zaskakiwał swoją mocną goryczką. Piwo maksymalnie chmielowe i orzeźwiające - mała porcja zniknęła w dosłownie chwilę.

American Dream & Funky Cherry

Później przyszła pora na piwa cięższego kalibru, zaczęliśmy od Juicebag, czyli Oud Bruin z dodatkiem cytryny leżakowane w beczkach po Grand Mariner. Piwo bardzo ciekawe w smaku - wpierw mocno kwaśne z elementami wiśni, później przechodzące w lekką cierpkość oraz cytrusową kwaśność i kończące się wytrawnym owocowym finiszem. Kwaśność była pokaźna, a piwo mimo swojego woltażu bardzo pijalne.





Kolejnym piwem było Vilde Dag, czyli Wild Ale, który przez większość osób w Tapie został określony jako Deep Love bez chmielu. Piwo smakowało trochę jak cukier trzcinowy - wpierw bardzo gęste i dość słodkie, później przechodzące w wyraźne belgijskie i dzikie akcenty, a kończące się właśnie trzcinowym smakiem na finiszu oraz lekką, ale wyraźną alkoholową nutą. Świetne, gęste i słodkie, ale nie przesłodzone piwo.





Wieczór zakończyliśmy na ostatnim dostępnym tego dnia piwie z Mikkellera, czyli Raspberry Quadrupel z dodatkiem laktozy. Piwo smakowało mniej więcej jak czekoladowe pomadki z wiśniami. Wpierw bardzo czekoladowe, palone i gęste, z wyczuwalną pełnią oraz gładkością, później przechodzące w malinowe oraz wiśniowe kwaśne akcenty i kończące się wytrawnym finiszem. Dla mnie największy hit wieczoru, zaraz obok Juicebag. Rewelacyjne piwo ze świetnie ukrytym alkoholem!



Na kolejne piwa trzeba było już niestety czekać, bo miały się pojawić dopiero po osuszeniu podpiętych beczek, a na nas nastała niestety pora i musieliśmy zmykać.  Nie mniej trzeba powiedzieć, że przejęcie kilku kranów przez Mikkellera w Pracowni Piwa warte było zachodu. Myślę, że kolejne takie wieczory spędzone przy kwaśnych piwach w Tap House były by sukcesem - warto to przemyśleć ;)






0 komentarze:

Prześlij komentarz