Przez Sto Mostów do Kontynuacji


Wrocław - w tym mieście byliśmy już niezliczoną ilość razy, a i tak za każdym razem nas zaskakuje i zawsze jest tu po co przyjechać. Jeśli nie do Hali Targowej, by zrobić zapasy smakołyków i dobroci, to przynajmniej na piwo albo zwiedzić nowy browar. Bo do Widawy to już trochę ciężej dojechać, a człowiek leniwy i mu się nie chce.

Korzystając z faktu, że AleBrowar wypuścił kolejne kooperacyjne piwo, a w dodatku zorganizował premierę w aż 3 miastach w Polsce, w tym pobliskim nam Krakowie, postanowiliśmy wybrać się spróbować nowego piwa, właśnie do... Wrocławia. A dlaczego tak daleko? Kraków niestety nie był w naszym zasięgu, bo w sobotę bawiliśmy się na uczelnianej imprezie - w końcu każdy bloger zawsze ceni zabawę ponad wszystko. A skoro już przyjechaliśmy do Wrocławia, to trzeba było co nieco zobaczyć i tak nasze pierwsze kroki w niedzielne przedpołudnie skierowaliśmy do Browaru Stu Mostów, który 11. grudnia zadebiutował na rynku i otworzył się dla spragnionych piwa Wrocławian.

W pierwszej chwili ciężko było nam trafić. Browar ulokowany jest w niewielkiej hali, która w dodatku położona jest gdzieś na uboczu, przy brzegu Odry. Brak jest jakichkolwiek oznaczeń i jedynie fakt, że znaleźliśmy adres na stronie Stu Mostów, pozwolił nam jakoś trafić na miejsce. Wewnątrz tego dnia odbywały się jakieś herbaciano-kawowe konkursy. Nawet nie wiecie jaka to była frajda posłuchać rozmów kawowych freaków - takich maniaków jak piwa, tylko że od kawy. Wzniosłe określenia aromatu i smaku. Aż się człowiekowi banan pojawia na twarzy. 




 Na obecną chwilę Browar Stu Mostów leje 3 swoje piwa, 
reszta to piwa z Browarów Camba oraz Schonram.



Wnętrze jest urządzone w dość designerski sposób, jednak jeśli dokładniej się przyjrzeć, to każdy z elementów jest jakby z innej parafii. Blat - metalowy, ale fotele przy nim już skórzane, pomiędzy tym drewniane stoły i krzesła, a na uboczu schody z poduszkami. Ciekawie, ale trochę zbyt bałaganiarsko. Zasiadając więc przy metalowym blacie, który mi skojarzył się z czymś a'la rzeźnia, zamówiliśmy Wheat Portera oraz Roggenbiera - dwa z trzech premierowych piw Browaru Stu Mostów. Porter był bardzo przyjemny, z wyraźnym palonym aromatem oraz akcentami czekolady, jednak w smaku chwilami był lżejszą wersją Stoutu. Roggenbier z kolei zachwycał aromatem i smakiem, który po dłuższej chwili zdawał się zaklejać gardło - takie to było gęste piwo. Bardzo fajne, ale więcej niż 0,33 l bym nie wypił. AIPA została jakoś tak przez nas pominięta, po czym zwinęliśmy manatki i skierowaliśmy do Rynku. 

 Wheat Porter oraz Roggenbier.

Zanim jednak przeczytacie jak bawiliśmy się razem z ekipą AleBrowaru na premierze, to z mojej strony kilka uwag co do Stu Mostów - jako klient i jako bloger, czułem się niekomfortowo siedząc przy blacie i pijąc piwo, gdy przed moimi oczami dumnie stał sobie baniak Oleju Kujawskiego, nad nim leżało coś w stylu buraków, a gdzieś obok walało się mleko i coś przypominającego czekoladowe muffiny, a o to wszystko ocierał się kucharz swoim fartuchem. Otwarta kuchnia jest dobra, bo możemy widzieć co robi kucharz, ale z drugiej strony nie aż tak otwarta. Jeśli przed sobą widzę cały bałagan jaki jest w kuchni, to nie mam ochoty zamówić burgera za 20zł, jeśli będzie on przyrządzony w takich warunkach. Studiuję architekturę i wiem, że takie projektowanie kuchni jest złe. I już. Jeszcze zobaczcie sobie na zdjęcie i lecimy dalej. 

Dramat!

W tym roku AleBrowar stworzył dwie wersje swojego świątecznego piwa Saint No More - powróciła zeszłoroczna edycja - Single Hop Simcoe, a także uwarzono nowego Saint'a jako Dark Hoppy Ale - owoc kooperacji AleBrowaru i Jana Halvora Fjelda z norweskiego Browaru Veholt. We Wrocławiu piwo miało premierę w Kontynuacji, gdzie spotkaliśmy się z Bartkiem z Mojego Kufelka oraz z Jerrym Brewerym, a także Bartkiem i Michałem - inicjatorami całego zamieszania. Dodatkowo tego dnia Saint No More lał się także z Randalla i trzeba powiedzieć że ta wersja podeszła nam najbardziej, urzekając lekkim kwaskiem pochodzącym z mandarynki oraz akcentami imbiru i rozmarynu. Saint No More Single Hop Simcoe tak jak rok temu - rozwalało kubki smakowe goryczką - człowiek czuł się jakby przegryzał świerkowe, bardzo gorzkie gałązki. Z kolei Saint Dark był przyjemnie palony, chwilami lekko perfumowy, ale z mniejszą goryczką - piło się go równie przyjemnie. Bonusem była cena obu piw, 6zł za dużą szklankę, ale tylko wtedy gdy na głowie mieliśmy czapkę Mikołaja - stąd w Kontynuacji zaroiło się od czerwono-białych czapeczek.






 SNM 2013 oraz SNM 2014 - Dark Ale

Wieczór mijał także na kuluarowych rozmowach z Bartkiem i Michałem z AleBrowaru, a na sam koniec trafiliśmy - jako blogerzy do filmu dotyczącego piwa, który kręci ekipa browaru. Więcej dowiecie się wkrótce... Tak jak o tym, że w kwietniu być może pojawi się RIS albo Barleywine, ale o tym też na razie nikt nic nie wie ;) Jedynym co nam jeszcze pozostało to strzelić sobie pamiątkową fotę i potem młodzi, piękni i nietrzeźwi zebraliśmy się w podróż powrotną. A do Wrocławia musimy zacząć wpadać częściej, bo zawsze jest świetnie!



0 komentarze:

Prześlij komentarz