Jurajskie Yin Yang


Browar na Jurze z Zawiercia z każdym swoim nowym piwem stara się zaskakiwać swoich odbiorców i klientów. Wpierw w grudniu zeszłego roku pojawiło się piwo Świąteczne, doprawione papryczką chilli oraz nutką kakao, później na rynek weszło piwo Jurajskie z ostropestem, czyli lager doprawiony rośliną mającą regenerować wątrobę - istne perpetuum mobile. Te piwa zaczęły świadczyć o tym, że Browar na Jurze obok nudnych Jasnych Pełnych potrafi uwarzyć także coś ciekawego i można śmiało powiedzieć - nowofalowego. Już same Bursztynowe oraz Stout Czekoladowy były piwami naprawdę udanymi, jednak co jakiś czas tracącymi formę. Jurajskie z ostropestem póki co pozostało piwem, które z każda warką smakuje dobrze. Skoro to piwo odniosło sukces, browar z Zawiercia postanowił wypuścić na rynek kolejne rewelacje - Amerykańską Pszenicą z białym pieprzem, czyli piwo w najbardziej popularnym stylu tego lata - American Wheat. A zaraz po tym Jurajską Pomarańczę, czyli piwo pszeniczne z dodatkiem skórki pomarańczy, miodu i co najważniejsze, a zarazem najtragiczniejsze - soku z malin. O dwóch ostatnich nowościach można śmiało powiedzieć, że stanowią Jurajskie Yin i Yang - siły jasności i siły ciemności, jasną i ciemną stronę mocy.



Postanowiliśmy się podzielić zadaniami - Jurajska Pomarańcza, jako piwo dedykowane dla kobiet, trafiło pod ocenę Karoliny, ja z kolei zająłem się Amerykańską Pszenicą z pieprzem. Już można się domyślić, które z piw było po tej jasnej stronie...

Amerykańska Pszenica
4% alk.
Aromat bardzo przyjemny, lekki z wyraźną nutą pieprzu, cytrusów i lekkiego pszenicznego akcentu. Cytrusy są tu jak najbardziej zamierzone - do piwa wrzucono chmiele takie jak: Saaz, Styrian Golding, Citra oraz Amarillo. Barwa - dość jasna, słomkowo-złota, z lekkim zmętnieniem. W smaku też jest bardzo dobrze - wyraźna goryczka, wyraźne cytrusy i owoce i gdzieś w tle lekki akcent pieprzu. Piwo ma także drożdżowy posmak, który może wynikać z jakiś fragmentów osadu wlanych przeze mnie do szkła. Jest lekko, jest orzeźwiająco, a biały pieprz jak najbardziej pomaga temu piwu. Dla mnie: jest dobrze, choć dupy mi nie urwało. 


Jurajska Pomarańcza
16,5% ekstrakt., 4,7% alk.
Nie da się ukryć, że trafiło mi się piwo ciekawe Zapach to przede wszystkim intensywny, sztuczny sok malinowy, w tle lekko można wyczuć skórki pomarańczy i miód. Barwa, pięknie sztuczna, malinowo-różowa. Pierwszy łyk.. i niestety tragedia, słodki ulepek, malinowy i lekko miodowy. Użytych chmieli (Amarillo, Citra i Marynka) nie czuć, bo wszystko przykrywa mdlący smak soku. Piwo jest totalnie niepijalne i trafiło do zlewu. W takich chwilach żałuję, że jestem kobietą...



 Amerykańska Pszenica daje duże nadzieje na przyszłość dla Browaru na Jurze, zarówno piwo jak i design etykiet są na naprawdę dobrym poziomie. Jednak takie wpadki jak Jurajska Pomarańcza nie powinny przytrafić się w browarze, który chce się rozwijać i zacząć być nowofalowym. Wystarczyło by wyrzucić precz sok malinowy z tego piwa i już jest ok, może wtedy było by czuć amerykańskie chmiele czy skórkę pomarańczową. Póki co - mocna wtopa.


1 komentarze:

  1. To lubię-krótka,aczkolwiek treściwa i wiele mówiąca recenzja,która skutczenie przepędziła z mojej głowy kiełkujący w niej niedawno pomysł,coby sobie zakupić tą Jurajską Pomarańczę, bo "może nie będzie tragedii" .Dzięki;)

    OdpowiedzUsuń