Ja i Ty czyli My - Twe kolory to zawsze black and white...

Bierzemy się za siebie i za bloga. Idzie wiosna - trzeba iść na siłkę i trochę przypakować - wszak trzeba w lecie jakoś wyglądać. Przypakujemy też z innymi rzeczami - obiecujemy, że będzie się działo. Zaczynamy nową serię - Ja i Ty czyli My - nazwa wymyślona w 5 sekund na potrzeby wpisu. 

Źródło: http://nowahutatuitam.blogspot.com/

Dzisiaj powitaliśmy wiosnę w kolorach Black and White - niezłe spóźnienie powiecie, pierwszy dzień wiosny był tydzień temu... Trudno - na naszą wiochę piwa zawsze docierają z opóźnieniem.
Na pierwszy rzut poszedł nowy Rowing Joe... eee... znaczy się nowy Smoky Joe. Ze 100% udziałem słodu whisky i dodatkiem płatków dębowych - dla mnie piwo całkiem ciekawe -  zapach spalonych kabli i szafy zachęcają do dalszej degustacji. Taa... na pewno każdego... Karolinie jakoś to nie podeszło. Kolor piwa wygląda niczym najbardziej zatwardziały metalowiec mający za sobą co najmniej kilkanaście Metalfestów i jeszcze więcej udziałów w tańcu rytualnym pogo... ;) A w smaku? W smaku jest świetnie - pełne, wytrawne, sycące i bardzo czekoladowo-piwniczne. Tylko że znowu smakuje tylko mi, a Karolina narzeka że zbyt "kablowe". 


Jak już jedziemy z tą hipsterką, postanowiliśmy upiec muffiny - oczywiście z dodatkiem Smoky Joe - przepisu może kiedyś się doczekacie, ale póki co pokażemy wam tylko zdjęcia. A naprawdę wyszły świetnie.


Muffinom towarzyszyła Fritz-kola wygrzebana gdzieś z piwnic Piotra i Pawła w Chrzanowie. Mówię wam - na półce butelka była obrośnięta pajęczynami i kurzem - myjąc ją z tego wykończyliśmy odkurzacz. I siebie też... Idziemy już trochę w kierunku Kopyra - degustując nawet lemoniadę, może za niedługo będzie degustacja niedzielnej jajecznicy? Kieszeń nas tylko bolała jak płaciliśmy za tą jedną z droższych lemoniad - no ale niestety czerwona lemoniada z Helleny nie jest aż tak kultowa. Chcemy być hipsterami to musimy płacić...


Przy okazji w tym miejscu chcemy pozdrowić czołowego hipstera polskiego piwowarstwa - Bartek - tyś nam wzorem. 

Oprócz Fritz-koli wygrzebałem też gdzieś w garażu książkę o Dizajnie - moja pozycja literacka na ten tydzień. I pamiętajcie że to pozycja literacka, nie żadna inna... (ech, o czym to ludzie myślą) "Jak zostać dizajnerem i nie stracić duszy." Czy stracę duszę po jej przeczytaniu przekonacie się już za tydzień.


Na podsumowanie dnia postanowiliśmy wypić coś mocniejszego, czyli 7% Old Ale z browaru Moor - leżakowane w lodówce Old Freddy Walker. Dość mocno alkoholowe, jednak bardzo fajne i wytrawne - kojarzy się przede wszystkim z wiśniami w likierze. Już nie musimy iść do Biedronki żeby zjadać ogromne ilości wiśniowych pomadek - sięgnęliśmy w zamian po Starego Freda... 


I właśnie w ten sposób z tygodniowym opóźnieniem powitaliśmy wiosnę. Każdy ma swój sposób ;)

Ot co.

P.S. Za tydzień spodziewajcie się ciężkich klimatów pełnych metalu, pary i smaru. Co to będzie? 
Stay tuned!

P.S. 2. Wiecie, że bycie studentem zobowiązuje - dlatego postanowiliśmy przygotować dzisiaj trochę słoików pełnych masła orzechowego i czekoladowo-orzechowego. Istne niebo w gębie!




0 komentarze:

Prześlij komentarz